ROZPÓRKA

13 grudnia 2023 o 14:23|9 komentarzy

Wyrzut dopaminy zdaje się utrzymywać jeszcze kilkanaście godzin po powrocie. Wciąż czuję się jak na haju. W tej chwili przeważa wspomnienie, gdy bierze mnie za ręce, przytrzymuje je mocno nad głową, przypiera do ściany i namiętnie całuje bez końca. Zawłaszcza pocałunkami. Pożera moje usta. Natarczywie i zachłannie, jakby próbował wyjeść ich wnętrze.

 

– Kaśka, jak ty to zrobiłaś?! – wykrzyknęła Księżniczka ze szczerym zaskoczeniem w głosie, patrząc na zdjęcie, które jej wysłałam. – Przecież on jest uległy!

Nie wiem. Samo się potoczyło.

Impulsem był jego niewinny klaps na poprzednim spotkaniu.

– Lekkie klapsy mnie drażnią – oznajmiłam wtedy. Wypięłam się bardziej i pokręciłam tyłkiem. Uznałam, że język migowy pośladków ma większą moc przekonywania.

Poprawił.

– Nieee – mruknęłam nadal z dezaprobatą. – Przecież ci mówiłam, że…

Uderzył mnie mocniej. Raz po razie. Wiele razy i wreszcie tak, jak trzeba.

Podekscytowany efektem, od razu chwycił za komórkę.

– Czy mogę Panią sfotografować? Pośladki zrobiły się pięknie czerwone!

– No pewnie – zgodziłam się.

 

Następne spotkanie planowaliśmy równolegle, lecz każde z nas po swojemu.

„Ból sutków czułam jeszcze kilka dni po spotkaniu. Był bardzo stymulujący.”, mrugnęłam do niego emotką w sms-ie, ponieważ nie skończyło się tylko na pośladkach.

Ból zadawany przez niego w stanie silnego podniecenia przeradzał się w nieopisaną, wręcz słodką przyjemność. Tamte doznania sprawiały, że masturbowałam się teraz w środku każdej nocy i dnia.

„Hmm… to kolejnym razem zabiorę trytytki, pospinam Panią nimi i zrobię z Panią co uznam za stosowne.”

„Chyba nie spodziewałam się aż tak daleko idącej odpowiedzi”, zareagowałam śmiechem.

„No to przynajmniej upozuję Panią do zdjęcia. Wezmę aparat.”

My got! Jestem kompletnie niefotogeniczna. Podzieliłam się z nim tym zmartwieniem, ale nie uwierzył.

Przydałaby się jeszcze rozpórka, w którą można by Panią zakuć”, snuł dalej swoje wizje.

Zignorowałam instynkt samozachowawczy i przyznałam się, że mam taką.

„Tylko pamiętaj, że na spotkaniu to ja będę dominować Ciebie!”, przypomniałam mu na wszelki wypadek.

Po czym i tak zabrałam ją ze sobą.

 

– Gdzie jest ta rozpórka?

Zadał mi to pytanie niespodziewanie, po tym jak zrealizowałam jego pragnienia w swoich wrednych scenariuszach. Dynamika sesji już osłabła, i teraz leniwie badaliśmy nawzajem swoje ciała, otuleni pościelą. Oboje byliśmy nadzy. Jego ogromna chęć robienia mi zdjęć sprawiała, że chwytał za aparat równie często, co wcześniej za kutasa.

– Chcesz mi zrobić zdjęcia, prawda? – upewniłam się słabym głosem, balansując tonem na granicy żartu i prowokacji. A trochę ze szczerego przestrachu, bo już trzymał kij w ręku.

To był silny facet o mięśniach jak ze stali. Nawet przedstawił mi się jako łobuz. Nie miałam szans na jakąkolwiek obronę.

Najwyraźniej miał w głowie swoją wizję. Kazał mi położyć się na brzuchu.

– Najpierw trzeba jakoś przymocować tę rozpórkę do Pani nóg.

– Wystarczy przypiąć karabińczyki do metalowych oczek na obu końcach, a do nich skórzane opaski – wyjaśniłam.

I tak oto za chwilę skórzane opaski, które niedawno posłużyły mi do zniewolenia jego, teraz zostały zapięte na moich własnych kostkach. Drewniany kij był na tyle długi, że musiałam szeroko rozłożyć nogi.

– Proszę założyć ręce na plecach.

Sprytne, pomyślałam. Nie wyzwolę się z takiej pozycji.

– Nie mamy drugiej pary opasek – uprzedziłam.

– Nie szkodzi. Wziąłem trytytki – przypomniał spokojnym głosem.

Podałam mu jedną rękę, potem drugą. Zaniepokojona, śledziłam wzrokiem na ile ciasno zaciska plastikowe opaski, zapinając je na nadgarstkach.

– Masz nożyczki? – upewniłam się.

– Niech się Pani nie martwi. Mam czym rozciąć – zapewnił.

Wciąż zwracał się do mnie „Pani”. Nie próbowałam tego zmienić. Dodawało to sytuacji większej perwersji.

Odszedł gdzieś, skąd dobiegły mnie odgłosy szperania, po czym wrócił i podsunął mi pod oczy stalowy nóż. Nie był duży, ale wyglądał całkiem solidnie.

Przypływ adrenaliny nastąpił w momencie, kiedy podjęłam ostateczną, wewnętrzną decyzję, że zgadzam się założyć ręce na plecach, a on nieodwracalnie spiął razem obie opaski za pomocą trzeciej trytytki. Strach ścisnął mnie za gardło. Przecież ja go nawet dobrze nie znam, przemknęło mi przez głowę. Lecz jednocześnie poczułam się, jakby poprzez skrępowanie sprowadził mnie z powrotem do mojego świata, w którym dawno mnie nie było.

Na ile pozwalała moja pozycja, odwróciłam głowę, żeby śledzić jego ruchy. Kątem oka zaobserwowałam, że jednak wziął do ręki aparat. Puściły gdzieś opory przed pozowaniem. Przeciwnie – pośladki wypinałam do zdjęcia z narastającą przyjemnością. Chuć uczyniła mnie bezbronną wobec jego zamiarów. Świadoma, że widać moją cipkę w całej okazałości, unosiłam biodra coraz wyżej, kusząc niewiadomych jeszcze widzów tej sesji. Kusząc też jego, jakbym chciała wessać go w siebie zza łóżka, za którym stał.

Słyszałam, że się zbliżył, a zaraz potem poczułam, że włożył mi kutasa do ręki. Potarłam go dłonią.

– Jest całkiem suchy – poinformowałam go.

Wycofał się. Myślałam, że jak każdy facet przymierzy się nim teraz do moich ust, żebym go pośliniła. Ale on, bez pytania i bez gumy, od razu wsadził mi go do cipki od tyłu. Pewnie dlatego, że przy nim ciągle byłam mokra. Cunt doesn’t lie*.

Posiadł mnie. Moje przygwożdżone kutasem ciało straciło giętkość. Jednak, przewrotnie, narzucona mi niewygoda i bezradność dawały największą podnietę w tej sytuacji, a miarowy napór w pochwie osładzał ból kończyn. Czułam się bezwolna wobec mężczyzny, który decydował w jaki sposób i kiedy użyć mnie do seksu. Dokładne odwrócenie sytuacji, w której on sam znajdował się wcześniej. Ekscytujący odwet.

W końcu przerwał. Jak zaraz miałam się przekonać, cechowała go dbałość o szczegóły i kontrast kolorów na zdjęciach. Pewnie dlatego na moje pośladki spadły uderzenia. Bił mnie ręką, całkiem mocno. Podobało mi się to. A jednocześnie obawiałam się, że mogę nie wytrzymać bólu.

– Mam ciężką łapę, co? – zaśmiał się, widząc moje bezsilne, słabo ukrywane uniki.

Obraz, który go interesował, zdecydowanie musiał już nabrać kolorów, bo znowu chwycił za aparat. Już się nie wypinałam. Leżałam grzecznie, nie prowokując go więcej, w obawie, że w końcu zrobi coś, czemu nie sprostam. Mówił, jak mam pozować, a ja po prostu układałam się tak, jak chciał. Większość uwagi skupił na moich paznokciach w kolorze czerwonego wina. Może dlatego zauważył, że coś jest nie w porządku. Usłyszałam niepokój w jego głosie.

– O kurde! Chyba zacisnąłem za mocno!

Nietrudno było się domyślić, że trytytki zaczęły wrzynać mi się w nadgarstki. Potem na zdjęciach w zbliżeniu widać było spurpurowiałe dłonie. Na adrenalinie sama wcale tego nie poczułam.

– Nie szkodzi. Nie jest źle – pocieszyłam swojego „oprawcę” i poruszyłam rękami, żeby trochę ułatwić przepływ krwi. – Poza tym lubię ślady, więc musi być mocno – zapewniłam go.

Odszedł. Z trudem przekręciłam głowę do tyłu, podążając za nim wzrokiem. Stanął przy biurku, dokładnie w miejscu, gdzie w zasięgu ręki znajdował się szeroki, skórzany pas, którego jeszcze nie użyłam tego wieczoru. Z wrażenia brakło mi tchu. Nie zniosę pasa!, pomyślałam. Nie dzisiaj. Były dni lepsze i gorsze do znoszenia bólu. Dzisiejszy był tym gorszym, co poczułam wcześniej, broniąc sutki przed jego dotykiem. Zakładałam, że może mnie uderzyć z nieprzewidywalną siłą. A przecież nie ucieknę pośladkami. Nie zasłonię się rękami.

– Cholera, ciężko to rozciąć.

Dalszy ciąg nie był taki, jakiego się obawiałam. Bo on już pracował nożem przy trytytkach. Ku własnemu zaskoczeniu, zamiast ulgi, poczułam rozczarowanie. Ale jak to już koniec?! Może jednak wytrzymałabym ten pas…? Pas, z którego obecności w pokoju być może nawet nie zdawał sobie sprawy. Widok tego rozwijającego się węża, oczy rozszerzone z przerażenia gdy się zbliża, ucisk strachu w żołądku, wreszcie krzyk zdławiony zanim wydobył się ten właściwy, poprzedzony trzaskiem solidnej skóry o pośladek.

Chciałam, żeby zostawił opaski i doczekał do chwili, aż sama zacznę go prosić, żeby je zdjął. Ale on już rozciął środkową, spinającą razem te owinięte wokół rąk. Słyszałam jak wydaje pomruki niezadowolenia, szarpiąc nożem plastik. Wzdrygnęłam się na myśl o ostrzu, którym wykonywał gwałtowne ruchy tuż nad moim ciałem.

Wreszcie mu się udało. Wyciągnęłam przed siebie uwolnione ręce, chociaż obie nadal w „bransoletkach”. Plastik rzeczywiście był gruby i szeroki.

Następnie mocował się z każdą z osobna, a ja na wstrzymanym oddechu hipnotyzowałam wzrokiem ruchy noża, z obawą czy nie przetnie mi skóry. Odetchnęłam z ulgą, gdy skończył.

Na koniec uwolnił nogi z rozpórki. Obejrzałam się wreszcie swobodnie za siebie, jakbym spodziewała się zobaczyć go odmienionego. Ku mojemu zaskoczeniu kropelki potu pokrywały go od samego czubka wygolonej na łyso głowy, poprzez szyję i tors. Coś takiego nie zdarzyło mu się ani wcześniej, ani później.

– Niesamowite! To musiało wywołać u ciebie silne emocje – bardziej stwierdziłam niż zapytałam.

Sam był zdziwiony swoją mimowolną reakcją.

– Dlaczego właściwie to zrobiłeś, zamiast tylko mnie sfotografować? – zaciekawiłam się.

– Bo gdy Panią związałem, nieoczekiwanie poczułem nad Panią taką władzę, że nie potrafiłem się jej oprzeć…

 

Kropka : )

*parafraza tytułu utworu „E