PIEC

23 lipca 2021 o 19:41|0 komentarzy

Do tego epizodu z piecem w roli głównej bardziej pasowałaby historia o Babie Jadze, a nie o babci. O ile dobrze zapamiętałam opowieść jednego z właścicieli klubu swingerskiego, gdy gościliśmy tam po raz pierwszy, brzmiała ona mniej więcej tak:

Babcia chciała zobaczyć jego nowy klub, nie wiedząc, jaki będzie miał on charakter. Zaprosił ją do niego, zanim kompletnie go wyposażył. Stoliki, siedziska, kącik taneczny – wszystko się zgadzało. Miał być klub? Oto klub!

Babcię zaciekawił duży, okrągły otwór w jednej ze ścianek działowych na piętrze. Od otworu biegł w głąb długi blat.

– Co to jest? – zapytała.

– Piec do pieczenia pizzy, babciu – usłyszała w odpowiedzi.

 

 

Nasza gra wstępna była cudza. Zapożyczona. Przez okienko do podglądania między dwoma łożami mieliśmy z Panem piękny widok na całkiem nagą młodą dziewczynę o długich czarnych włosach i jasnej, mlecznej skórze. Rozdawała swoje wdzięki równie atrakcyjnym, młodym mężczyznom. Ich opalone, umięśnione i wytatuowane ciała odbijały się w lustrach na suficie i jednej ze ścian przy łożu. Dziewczyna zawsze była w centrum każdej, kolejnej sceny, w trójkącie czy czworokącie. Zmieniali się tylko jej kochankowie. Brała ich nie tylko z zaskakującą łatwością, ale też z autentyczną radością na twarzy. Siadała na członek, a między pośladki dopuszczała mężczyznę klęczącego za nią. Nadziewała się na niego w skupieniu, przymierzając odbyt do rozmiaru i ostrożnie się na nim rozciągając. Gdy wreszcie dobijała dna, jej ciało zaczynało falować w harmonii z ruchem jej bioder.

Zaspokoiwszy się w niej, mężczyźni, zadowoleni, a jednocześnie wyraźnie wyczerpani wysiłkiem, ocierali pot z czoła i pleców, lecz ona sama nie wydawała się zmęczona. Jej szczery, uroczy śmiech rozbrzmiewał po orgazmie każdego kogo ujeżdżała, albo zaspokajała ustami.

Był to akt tak zmysłowy, że aż westchnęłam z zachwytu.

Nagle Pan zerwał się gwałtownie z łoża.

– Idziemy!

– Dokąd? – zapytałam.

– Do pieca!

Mój szczyt pożądliwości minął dzień wcześniej sam na sam ze sobą, a reszta dzisiaj w pokoju hotelowym, gdy Pan zasnął przy opowiadaniu mu moich fantazji. Cóż, celem opowiadania bajki w łóżku jest wprawdzie uśpienie słuchacza, ale żeby bajki dla dorosłych miały taki sam skutek?

– Wchodź do środka! – zarządził.

Aby położyć się we wnętrzu pieca, trzeba było wejść do niego tyłem. Kucnęłam i odgięłam tułów, ale i tak do środka dałam radę wsunąć tylko głowę i nic poza tym.

– Nie potrafię – jęknęłam zawstydzona.

Zniechęciłam się po paru nieudolnych akrobacjach.

– Zegnij nogi w kolanach!

Musiałam źle zrozumieć jego instrukcje, ponieważ nadal nie potrafiłam wejść. On jednak nie ustępował, co mnie rozdrażniło. Miałam nadzieję, że zniechęcę go marudzeniem, ale się nie udało. Już mi się dzisiaj nic nie chciało. Nawet w takim miejscu i atmosferze. A tu jeszcze gimnastyka. I – co gorsza – gdybym znalazła się w tym piecu, byłabym ogólnodostępna dla wszystkich, a przy tym całkowicie bezbronna.

– To pokaż jak mam to zrobić! – ledwo pohamowałam wybuch złości.

Kiedy demonstrował, jaką przyjąć pozycję, żeby wejść tyłem, w pierwszym odruchu miałam ochotę spłatać mu psikusa. Wsunąć go do pieca w całości i zatrzymać tam siłą. Jednak górę wzięła ambicja. Nie chciałam wyjść przed nim na ostatnią łamagę. Zrozumiałam o co mu chodzi, postarałam się naśladować jego ruchy i wreszcie mi się udało.

Rozejrzałam się wewnątrz. Niewielka przestrzeń pieca tonęła w mroku, rozproszonym w niewielki stopniu jedynie mocno przytłumionym, pomarańczowym światłem fantazyjnej lampy, zamocowanej w kącie pod sufitem. Po lewej stronie, w pobliżu, zamykała go ściana. Po prawej… Z prawej strony mógł podejść każdy, tym bardziej, że po sąsiedzku mieściła się glory hole. Oddzielała mnie od niej krótka ścianka, natomiast moja głowa znajdowała się na poziomie z otworami, w które mężczyźni wkładali swoje penisy w nadziei na jakieś usłużne usta. „A co jeśli w środku akurat nikogo nie będzie i włożą je w moje, tuż obok?”, przestraszyłam się nagle. Ucieczka stamtąd nie byłaby łatwa.

Poczułam jak Pan rozsuwa mi nogi i manipuluje przy moim kroczu. Ku jego wygodzie wysunęłam nieco pośladki, żeby swobodnie mógł we mnie wejść. Poczułam, jak mnie wypełnia. Jak wpycha się przyjemnie sztywny i od razu przechodzi do działania.

Wcale nie jest mitem, że kobiety rozmyślają podczas stosunku. Zaczęłam sobie wyobrażać ile mnie widać wystającej bezwstydnie z tego otworu i jak przedstawia się ten widok. A moją cipę mógł oglądać każdy, kto akurat przechodził korytarzem. Z pieca wystawała jedynie dolna część tułowia, natomiast nogi musiałam trzymać w górze. Pewnie przypominałam korpus do kopulacji, który widziałam w muzeum mechanicznych urządzeń do seksu w Pradze. Substytut części ciała zawierającej pochwę, a może też i odbyt. Z tą różnicą, że zabytkowy eksponat uszyty był ze szmat wypchanych jak martwe zwierzę.

Dynamika naszego intymnego zbliżenia przybierała coraz szybsze tempo. Zachwiałam się. Dopiero wtedy dostrzegłam metalowe uchwyty po wewnętrznej stronie ścianki.

– Ooo, jak dobrze że jest się czego przytrzymać! – ucieszona, krzyknęłam do Pana z głębi pieca, jakby go to w ogóle obchodziło.

Nie podjął konwersacji. Grzmocił mnie tak mocno, że chyba zatracił się w kopulacji. Siła, z jaką wykonywał pchnięcia, pozbawiła mnie kontroli nad nogami. Zdawały się wymachiwać same sobą, żeby utrzymać ciało w równowadze. Nagle, gdzieś pomiędzy odgłosami muzyki, gwarem głosów w tle i miarowym stękaniem Pana, dosłyszałam niepokojący grzechot łańcuchów. Pan przerwał, a ja poczułam, jak wokół mojej kostki zapina opaskę. Potem następną wokół drugiej. Były zawieszone na łańcuchach, stąd ten odgłos. Na koniec Pan unieruchomił moje nogi, przypinając je do ściany wokół otworu pieca.

W okolicy głowy usłyszałam kolejny niepokojący odgłos od strony glory hole. Tym razem były to kroki. Wolne, niepewne, badawcze, niemniej jednak zbliżające się w jedynym możliwym w tych okolicznościach kierunku. Mimo panującego tu mroku zauważyłam brodatego mężczyznę. Ujął w ręce fiuta i nakierował go w stronę moich ust, lekkim, znaczącym zamachem wykonał nim pytający ruch i zamarł w oczekiwaniu na moją reakcję. Zirytowało mnie to, ponieważ jazda na dwa baty zwykle rozpraszała moją przyjemność. A irytacja skutecznie wypierała u mnie strach. Rzuciłam mu gniewne spojrzenie. W słabej poświacie lampy spod sufitu dostrzegłam, że mam do czynienia z bardzo młodym, oryginalnym pracownikiem budki z kebabem. Bywało ich w klubach swingerskich w tym mieście coraz więcej i nie ja jedna odnosiłam wrażenie, że traktują je jako coś w rodzaju taniego burdelu opartego na zasadach loterii. „Swojemu nie dam, a jemu mam obciągać?” Pokręciłam tylko głową w odmowie i ostentacyjnie zamknęłam oczy. Odszedł.

Właściwie to leżało mi się tu całkiem wygodnie. Moje centrum rozkoszy było pobudzane niesłabnącym wtłaczaniem członka przez Pana. Tarcie pochwy wzmagało doznania na górnej granicy skali ekstazy. Rytmiczna muzyka latynoska na przemian z uwodzicielskim, amerykańskim, kobiecym wokalem rozkołysały umysł, przynosząc odprężenie. A otulający mrok sprzyjał trwaniu w błogostanie.

– Pozycja na misjonarza zdecydowanie nie zasłużyła sobie na te wszystkie prześmiewcze opinie – podzieliłam się z Panem przemyśleniem, ale chyba mnie nie usłyszał.

Spokój nie trwał długo. Następny mężczyzna, który podszedł, również był bardzo młody. On także zastosował komunikację niewerbalną. Dzisiaj mi to przeszkadzało.

– Jestem zajęta – oznajmiłam zimno.

Chłopak kiwnął głową na znak, że przyjął do wiadomości, i od razu się oddalił. Co na wszelki wypadek sprawdziłam, otwierając na chwilę jedno oko.

Pan nadal pracował we mnie jak maszyna do seksu. Trzymał się moich nóg, mocno zaciskając dłonie na kostkach, żeby zwiększyć rozmach bioder. Czułam w pochwie przyjemną wilgoć i masującego wnętrze kutasa. Wraz z upływem czasu wydawał się coraz większy, rozpierający, pobudzający wszelkie możliwe receptory. Przejście jego organu przez zwieracz przy każdym dźgnięciu potęgowało rozkosz. Pan dyszał ciężko z żądzy, a zarazem wysiłku, a ja krzyczałam w uniesieniu. Piec stanowił mój własny rewir w tej miniaturowej dzielnicy czerwonych latarń, na jaką wystylizowano piętro klubu, i egzekwowałam tu swoje prawo wydzierając się na całe gardło. Im głośniejsze i częstsze były moje krzyki, tym bardziej Pan przyspieszał i dobijał z całej siły. Podniecenie mieszało się z bólem, gdy szczytował.

– Już dość! Koniec! Błagam! – krzyczałam, spełniona po wielokroć.

Siła tarcia jego sztywnego do granic możliwości członka powodowała, że pochwa wydawała się płonąć. Nie uległam jednak spaleniu. Dokładnie w tym momencie Pan zatrzymał się w ruchu, odpiął mi nogi z łańcuchów i wyjął mnie z pieca.

– Uff – westchnął. – Musi wystarczyć.

– Jest akurat w sam raz! – oceniłam, szeroko uśmiechając się z zadowolenia.

 

Kropka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *