A W CZARNYM, CZARNYM POKOJU, STAŁA CZARNA, CZARNA KABINA

23 września 2015 o 14:29|2 komentarze

– Lubię twoje spojrzenie, niepewne, wyczekujące, gdy jesteśmy razem, a ty nie wiesz co za chwilę zrobię. Zadam ci ból, czy obdarzę pieszczotą – powiedział mój Pan z uśmiechem.

Rzeczywiście, miejsce, do którego zabrał mnie na krótkie wakacje, obfitowało w wyposażenie służące zarówno jednemu, jak i drugiemu.

W tym akurat pokoju wszystko było ogromne. Okrągłe łoże obciągnięte kremową skórą, na którym leżeliśmy w objęciach w błogostanie. A także wypełniający całą ścianę ekran, z czarno-białym filmem erotycznym. Z rozlicznych pomieszczeń do pieprzenia, z których każde różniło się wystrojem, ten właśnie podobał mi się najbardziej. Może dlatego, że po dwóch zwariowanych nocach w lochu bdsm, była to zdecydowana odmiana estetyczna.

Jakkolwiek wstęp brzmi jak fikcja literacka, miejsce istnieje naprawdę, a zabawa tam była niezwykłym, zaskakującym prezentem od mojego Pana, za co chcę Mu jeszcze i tutaj BARDZO MOCNO PODZIĘKOWAĆ.

Ręka Pana zawędrowała między moje uda, gdy leżałam na brzuchu. Niespodziewanie poczułam w pochwie przenikliwe zimno kostki lodu.

– Skąd…?! Skąd ją wziąłeś?! – wykrzyknęłam zaskoczona. – Przecież leżymy tu już długo. Nie, to niemożliwe!

Zdezorientowana, spojrzałam do szklanki z drinkiem. Nie było w niej lodu. Wcześniej też go tam nie było. Owszem, korytarzem snuli się goście klubowi, zaglądając co dzieje się w pokojach. Ale przecież nie zauważyłam, żeby ktoś do nas podszedł. Spojrzałam za siebie, w kierunku drzwi. Byliśmy sami. Pan uśmiechnął się tajemniczo, pozostawiając mnie bez odpowiedzi. Krzywiąc się, zacisnęłam zęby, żeby wytrzymać dopóki kostka nie rozpuściła się, przynosząc ulgę. Bliskość jego ciała, zapach skóry i ciepły dotyk wynagradzały tę małą torturę.

– Idziemy stąd! – zarządził wkrótce.

Wstał z łóżka i poprowadził mnie do innego, dużo większego pomieszczenia. Pomalowane na czarno ściany czyniły je mrocznym. Na samym środku znajdował się fotel ginekologiczny. Postawiony na podeście, autentyczny w swojej szpitalnej bieli, sprawiał wrażenie przeniesionego na scenę teatralną. Pan ułożył na siedzeniu prześcieradło i wydał polecenie, nie pozostawiając wątpliwości, kto zaraz wystąpi na „badaniu”.

– Wskakuj!

Usadowiłam się na fotelu. Właściwie byłam już prawie naga. Miałam na sobie ledwo zasłaniającą pośladki koszulkę z czarnej siatki i czarno-złote sandały na wysokich obcasach. Koszulka podciągnęła się do góry, eksponując krocze. Stanął przede mną i rozpoczął „badanie”.

Krótko byliśmy sami. Mężczyźni wchodzili i zaciekawieni okrążali fotel. Leżałam z nogami uwięzionymi wysoko w rynienkach, rozłożonymi szeroko, i cipą wystawioną na widok publiczny. A oni podchodzili i przyglądali się z bliska, jak Pan posuwa mnie ręką. Nie byłam jeszcze gotowa, gdy dotykali moich piersi i ściskali sutki sterczące przez siatkę opinającą ciało. W odruchu obronnym odganiałam ich natrętne palce i zakrywałam dłońmi piersi. Zasłaniałam się nawet przed Panem zaciskając mięśnie pochwy i bezskutecznie wykręcając biodra w uniku.

– Nieeee… – wyjęczałam żałośnie.

Nie przyszło mi nawet do głowy poprosić, żeby przerwał i zabrał mnie stamtąd. W jego obecności posłuszeństwo włączało się automatycznie. Przy nim zawsze czułam się jak pozbawiona własnej woli. Jakbym moim przeznaczeniem było spełnianie jego seksualnych zachcianek, cokolwiek by to nie było.

Jednak dzisiaj byłam kapryśna. Droczyłam się z nim już od samego początku wspólnych chwil tego wieczoru. Nie wystarczyło parę wcześniejszych mocnych klapsów. Potrzebowałam poskromienia. Tego, żeby pokazał mi moje miejsce.

Nie czekałam długo. Zgonił mnie z fotela. Cała ta wyuzdana sytuacja dopiero teraz zaczęła docierać do mojej świadomości i wypełniać podnieceniem miejsca, które wcześniej krępował wstyd. Zeszłam z uczuciem niedosytu. Ruchem głowy wskazał mi moje miejsce, dosłownie i w przenośni. Glory hole.

Stała w kącie i miała sławę. Znana głównie z kultury gejowskiej, kabina w publicznej toalecie lub w kabinach seks video, z dziurą w ścianie na fiuty do anonimowego obciągania. Ta w klubie składała się z czterech drewnianych ścian zamykających niewielką przestrzeń. Dokładnie tyle, ile ciasna toaleta. Wejście było zasunięte czarną kotarą. Na każdej z pozostałych trzech ścian, na przeciętnej wysokości krocza, znajdowały się otwory – klasyczne okrągłe i nieco szersze, podłużne.

– Wejdź do środka!

Jego polecenia zawsze były oszczędne w słowach, suche, bez widocznych emocji. Nie potrzebował argumentów. Nauczyłam się przy nim, że dla uległej przyjemność Pana jest nadrzędna. Nauczyłam się także czerpać z tego wtórną przyjemność dla siebie. Posłuszeństwo było dla mojego umysłu narkotykiem, który uwalniał się powoli, czasem działając z opóźnieniem, za to jeszcze długo po spotkaniu.

Wciąż próbowałam go prowokować. Stanęłam w środku, ujęłam się rękami za biodra i przyłożyłam cipkę do największej okrągłej dziury. Zachichotałam, wyobrażając sobie, że niespodziewanie to on uklęknie po drugiej stronie i mi ją wyliże, łamiąc tradycję glory hole. Pozostał jednak nieugięty w tej kwestii. Przykucnęłam i zajrzałam przez kilka otworów, sprawdzając widok od środka. Nagle przesłoniły mi go nogi jakiegoś mężczyzny i fiut wyłaniający się z rozporka. Jego ogromność spowodowała, że odruchowo odchyliłam głowę, robiąc dla niego miejsce.

– Obciągnij mu, suko! – zza kabiny padł rozkaz Pana.

Ostrożnie nasunęłam usta na penisa, który już sterczał sztywny. Właściwie wiedziałam do kogo należy. Ten mężczyzna krążył wokół mnie jak sęp od zeszłej nocy, i w ostatniej chwili zdążyłam dostrzec, że teraz kręcił się również tutaj. Lizałam go przez chwilę badawczo, przymierzając usta do jego rozmiaru, ale okazał się niecierpliwy. Wsunął rękę przez szeroki, podłużny otwór, chwycił mnie mocno za włosy i brutalnie przyciągnął do siebie, wpychając mi penisa głęboko do gardła, do samego końca, aż po jaja. Zareagowałam głośnym odruchem wymiotnym. Ledwo złapałam oddech, powtórzył. Dławiłam się, wypluwałam kłęby śliny, kiedy udawało mi się wyrwać z jego uchwytu, i wracałam, żeby obsługiwać jego kutasa, ponieważ polecenie nie zostało odwołane przez Pana. Jego ręka znowu złowieszczo wsunęła się przez dziurę i chwyciła mnie za kark. Zacisnął palce na mojej szyi i nadziewał usta fiutem, raz po razie. Miałam już dosyć, lecz on nadal bezlitośnie je pieprzył. Z oczu płynęły mi łzy, na zmianę to dusiłam się na jego fiucie-gigancie, który zdawał się rozrywać mi szczękę, to zachłystywałam powietrzem, szybko nabierając oddechu, jakbym walczyła o życie. Krztusiłam się głośno i spluwałam na podłogę. A potem obsługiwałam go dalej ustami mokrymi od nadmiaru wracającej torsjami śliny.

Przerwał sam. Przykucnął po drugiej stronie wejścia do kabiny. Zobaczyłam to przez szparę, gdy odchylił kotarę, ponownie wsuwając rękę do środka. Nadal kucając, odwróciłam się ku niemu, a on po omacku bezbłędnie namierzył moją cipkę. Wepchnął mi dłoń do pochwy, równie brutalnie, jak wcześniej kutasa do ust. Od razu pieprzył mnie szybkimi ruchami, bez rozgrzewki i powolnego rozciągania. Mocno i dogłębnie. Otworzyłam się na niego, natychmiast odczuwając przyjemność, która narastała w równie zawrotnym tempie jak szybkość ruchów jego ręki. Zacisnęłam tylko usta, żeby nie wypuścić z siebie krzyku rozkoszy absolutnej. Tłumiłam doznania tak długo, jak było to możliwe. Było mi niezręcznie okazać przed Panem, że inny mężczyzna dostarcza mi właśnie niewiarygodnie silnego orgazmu. A potem znalazłam przed sobą pokrętną wymówkę, że ten orgazm jest przecież częścią jego gry. Skutkiem ubocznym woli Pana, a może nawet elementem wspólnego uniesienia. W końcu naprawdę nie wytrzymałam i wydałam z siebie głośny krzyk. Krzyczałam tak długo, dopóki nie poczułam chluśnięcia, które gwałtownie wydobyło się z mojej pochwy. Zamilkłam ze wstydu, pewna, że intensywność zabiegów sprawiła, że straciłam kontrolę i upuściłam mocz. Wtedy mężczyzna wyjął dłoń, odsunął kotarę i zajrzał do środka.

– Czy ja się posikałam? – zapytałam zakłopotana. – Przepraszam.

– Niekoniecznie – odpowiedział, uśmiechając się. Dotknął pieszczotliwie mojej twarzy i powiedział cicho, kręcąc głową: – Diablica.

Nie dawało mi spokoju to, co się ze mną stało. Musiałam sprawdzić. Wciąż kucając, włożyłam palec do środka, a potem go polizałam. W ogóle nie było na nim posmaku moczu. Wyłącznie moje soki. Wyglądało na to, że po raz pierwszy w życiu doznałam tak niewiarygodnie obfitego kobiecego wytrysku.

Zerknęłam przez przeciwległy otwór w ścianie kabiny, nie wiedząc, co powinnam teraz zrobić. Mój Pan siedział na podłodze, oparty o ścianę, i dotykał się. Posłał mi uśmiech, spokojny, zadowolony, jakby wszystko odbywało się zgodnie z jego planem. Za plecami usłyszałam szelest. Tamten mężczyzna odszedł, a jego miejsce przy otworze zajął następny. Tego również znałam. Był z kolei częścią mojej własnej gry z poprzedniego wieczoru, lecz wtedy nie dostarczyłam mu spełnienia.

– Temu też obciągnij – padło takie samo polecenie.

Jego członek był nieco mniejszy i nie taki sztywny, jak tamtego. Pracowałam na nim wytrwale ustami, na tyle długo, że powróciła do mnie ta sama, współczująca myśl, co zwykle w podobnych sytuacjach – praca prostytutki jest naprawdę ciężka. Przechyliłam głowę niżej, żeby zobaczyć wyraz jego twarzy. Odpowiedział mi spojrzeniem z góry, jak na ofiarę uwięzioną w pułapce. Szeroki uśmiech radości ujawniał satysfakcję, że znowu mnie dopadł i na powrót tkwi w moich ustach, i że to nie ja rządzę. Było w tym coś upokarzającego, że on nie jest moim własnym wyborem, a ja nie robię tego dla własnego kaprysu, w niedbałej pozie, jak poprzedniej nocy, gdy droczyłam się z mężczyznami, zezwalając, który może przynajmniej mnie dotknąć. A teraz czułam się po prostu jak dziwka przymuszana do brania do ust i ssania przypadkowych członków, czystych, brudnych, o posmaku moczu lub własnej wydzieliny, pracująca na cudze zadowolenie. Tak działała uległość, niewidzialna smycz. I tylko słowo Pana mogło podnieść mnie z kolan i wyzwolić, tak samo, jak zniewalało.

Pomimo moich starań, członek drugiego mężczyzny wciąż był w półwzwodzie. Usta już omdlewały z wysiłku. Musiałam przełamywać wewnętrzny opór, żeby wykonać polecenie jak należy. Nieoczekiwanie poczułam spermę spływającą na język, chociaż jego członek nadal nie osiągnął pełnej erekcji. Szarpnęłam głową i splunęłam na podłogę. A kiedy odwróciłam się, żeby spojrzeć w kierunku, gdzie powinien znajdować się mój Pan, zobaczyłam już tylko jego fiuta wetkniętego w otwór.

Używał mnie jako ostatni. A potem zaprowadził na łóżko i spuścił we mnie cały ładunek spermy, posiadając ten przywilej na wyłączność.

– Czy ty tam w ogóle coś widziałeś? – zagadnęłam go w drodze powrotnej.

– Nie musiałem. Największą podnietę dawało mi twoje całkowite posłuszeństwo. Moja władza nad tobą. Świadomość, że zrobisz wszystko, co ci każę. Słysząc te odgłosy, jak się krztusisz i obciągasz, pomyślałem: „Dobrze suka ciągnie”.

Poniżające zadowolenie Pana… Wstrętne w chwili, gdy wypowiadał te słowa, a potem nieoczekiwanie wracające falą silnego podniecenia, gdy z ręką między udami będę tęsknić za dniem, w którym znowu mnie wezwie, żeby służyć jego fantazjom.

– A wiesz, skąd ta kostka lodu? – zapytał.

– Wiem! – Uśmiechnęłam się triumfalnie. – Od KasiKasi. Powiedziała mi potem.

– Tak – potwierdził. – Przechodziła obok, zatrzymała się i spojrzała na mnie znacząco. Przytaknąłem, a ona wyciągnęła ze swojego drinka kostkę lodu i dyskretnie mi ją podała.

Z KasiąKasią wpadłyśmy sobie w oko przy barze i przedstawiłyśmy się sobie nawzajem, równocześnie wypowiadając swoje imiona. Ona blondynka farbowana, ja mentalna, nie od razu zorientowałyśmy się, że zaistniała zbieżność. Zrobiłyśmy więc drugie podejście, które również zabrzmiało „KasiaKasia”. Przy trzecim nasze imiona uzyskały znak zapytania, a przy kolejnym zrozumiałyśmy wreszcie, że obie jesteśmy Kasie.

Kropka:)

2 myśli na temat “A W CZARNYM, CZARNYM POKOJU, STAŁA CZARNA, CZARNA KABINA”

  1. Oj Kasiu, Kasiu….
    Zawróciłaś mi wtedy w głowie.
    Dziękuję Tobie za niezapomniane przeżycie podczas zabawy we fryzjera.
    Dziękuję tez Twojemu Panu T…owi, że zgodził się na lekką przycinkę))))
    Pozdrawiam cieplutko i mokro

    1. Ja Tobie rownież dziękuję Agnieszko za wspolną zabawę. Być może kiedyś nasze ścieżki znowy się przytną. Tfu! przetną;) Całusy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *