MIŁOŚĆ W CZASACH KORONAWIRUSA

15 marca 2020 o 00:40|23 komentarze

Jeszcze w drodze powrotnej z klubu, czułam w ustach smak kutasów, które Pan kazał mi obciągać tej nocy. Posmak wyciekłej spermy, bo „ślinili” się niemal od samego początku, gdy tylko brałam je do ust. Każdy z nich miał inny, niepowtarzalny, a zarazem odrzucający, bo nie był smakiem mojego Pana. I wcale nie pomogło, że po wszystkim zapiłam ich wódką.

– Dawno tak mi kawa nie smakowała, jak teraz, podczas tej nocnej jazdy – stwierdziłam, wznosząc toast papierowym kubkiem na wynos kupionym przed chwilą na stacji benzynowej, dobrze po północy. Kawa zawsze była dla mnie środkiem na rozładowanie emocji. Wracałam szczęśliwa, chociaż jak zwykle w trybie dojmującej tęsknoty, gdy odwoził mnie do domu.

 

Na razie jechaliśmy w kierunku zabawy. Do tego akurat klubu swingerskiego wybraliśmy się po raz pierwszy, chociaż istniał już od dwóch lat. W końcu zwyciężyła ciekawość.

– Cały czas zastanawiam się czy to nie jest zbyt ryzykowne bawić się obecnie w takich miejscach… – podzieliłam się wreszcie dręczącą mnie wątpliwością.

– Koronawirus? – upewnił się mój Pan. – Też się nad tym zastanawiałem.

Podyskutowaliśmy trochę o powszechnej panice, jaką wywołał, po czym porzuciliśmy temat. Mrok gęstniał coraz bardziej, a znajoma trasa przestawała być znajoma i bardziej to zaczynało mnie niepokoić.

Pan zaparkował na poboczu, na nieoświetlonym skraju parkingu przy jakiejś stacji benzynowej.

– Wysiadaj! – zarządził nagle.

Wczesnomarcowa pseudo zima mimo wszystko była zimna. W samochodzie siedziałam bez płaszcza, lecz wysiadając, nawet nie odważyłam się go włożyć, gdy Pan groźnie na mnie warknął. Żałowałam jednego. Że przed spotkaniem nie kazał mi się ubrać tak, żebym od razu była gotowa do użycia. Włosy nie spięte klamrą, żeby mógł za nie sterować, gdy miałam wątpliwości, jaką przyjąć pozycję. Żadnych długich i spadających w ciemności na ziemię kolczyków od tego chwytania za włosy. Żadnego szala wokół szyi na dwa metry, który owijał się we wszystko dookoła, łącznie z naszymi butami. Pończochy zamiast ciasno oblegających rajstop do samego pępka, broniących dostępu jak pancerz. Żadnych majtek. No, spódniczka akurat była krótka na jedno szarpnięcie do odsłonięcia pośladków, od razu gołych do sprania i zasadzenia kutasa. Panu stał, a ja ciągle byłam zajęta wyszukiwaniem po omacku na asfalcie kolejnej spadającej ze mnie dekoracji. Sama siebie sprałabym za to bardziej, a wrzaski zakneblowała za karę nawet pierwszą z brzegu wyszperaną z kieszeni posmarkaną chusteczką. Bo trochę jednak krzyczałam, a w końcu był to teren stacji, a nie całkowite odludzie.

 

Okazało się, że do celu jest już niedaleko. Za to droga do drzwi wejściowych klubu, na tyłach pofabrycznych budynków, a potem schodami do góry, była bardziej zawiła. A może tylko taka mi się wydawała, bo chciałam już tam być i wystawić się dla Pana w pozycji bardziej wygodnej niż w oparciu o drzwi samochodu.

Klub prowadzili byli współwłaściciele innego klubu w tym mieście, w którym dotychczas bawiliśmy się najczęściej. Miło było znowu zobaczyć znajome twarze, tym bardziej, że i oni nas rozpoznali. Właściciel wprowadził nas do szatni.

– Na koronawirusa jesteśmy przygotowani! – zastrzegł się na samym wstępie. – Mamy tu do dyspozycji płyn antybakteryjny – wskazał na dozownik przy wielkim lustrze.

– Pójdziemy też do jacuzzi? – zagadnęłam Pana. Skusił mnie słyszalny z szatni szum wody.

Pan się zgodził.

Nieco później z ulgą zrzuciłam koronkowe wdzianko i szpilki, które założyłam na zwiedzanie nowego przybytku. Ekshibicjonistka we mnie zawsze pragnęła zostać przymuszona do wstydu, jaki towarzyszył nagości niedoskonałego ciała wśród osób ubranych. Tutaj akurat obowiązywała wprawdzie jedynie erotyczna bielizna dla pań i bokserki dla mężczyzn, ale i tak był to dobry pretekst, żeby z ulgą się rozebrać.

Gdzieś w głowie dzwoniły mi głośnym alarmem słowne skojarzenia wody z drogą kropelkową, jaką roznosił się wirus. Panika działała. Zresztą korzystanie z jacuzzi w klubach swingerskich i tak zawsze budziło we mnie mieszane uczucia również ze względu na inne wydzieliny. Z pozoru niewinne moczenie się nagich ciał zwykle szybko kończyło się tam zbiorową kopulacją.

Nie inaczej było i tym razem. Para obok niemal od razu zwarła się w namiętnym uścisku, jakby tylko czekała na większą widownię. Gwałtownie dociskając biodrami do łona korpulentnej blondyny, jej partner wydobywał z niej coraz głośniejsze okrzyki, które  potwierdzały rosnącą skalę jej przyjemności. Ich miłosne westchnienia i rytmiczne uderzanie o siebie mokrych ciał wywołało reakcję łańcuchową. Wciąż siedziałam na płytkim dnie przy krawędzi, gdy Pan stanął nade mną w szerokim rozkroku, w wyprostowanej, władczej pozie, i przyciągnął mnie za włosy ku swojej erekcji. Poczułam na języku sączącą się w silnym podnieceniu wydzielinę. Zlizałam ją dokładnie i obciągałam jego ciepłego i twardego penisa. Nagle poczułam na stopie delikatną pieszczotę mężczyzny, opartego o przeciwległą krawędź jacuzzi. To było coś, co w klubach akurat uwielbiałam. Niewinna, nienatarczywa gra wstępna, a zarazem subtelna rozkosz, której pragnęłam, żeby trwała w nieskończoność.

Trochę oszukiwałam w tej grze. Dawałam, służąc Panu, a jednocześnie potajemnie brałam od kogoś innego, pozwalając się głaskać, czego mój Pan nie mógł widzieć, stojąc odwrócony do niego pośladkami. I jedynie fakt, że nie cofnęłam stopy, mógł potwierdzić nadzieję tamtego mężczyzny na dalszy ciąg. O ile obroża na mojej szyi nie była dla niego czytelnym znakiem, że nie do mnie należy ostateczna zgoda.

Pan widział. Gdy tylko tamten ruszył się ze swojego miejsca i przysiadł obok, dostałam polecenie:

– Wytrzep mu!

Nie przestając obciągać Panu, wzięłam do ręki członek tamtego. „Och, naprawdę duży kaliber”, pomyślałam.

– Obciągnij. – Tym razem odezwał się sam mężczyzna. Nie poprosił. Po prostu to powiedział.

„Jak to obciągać? Nie chcę obciągać!” jęknęłam w duchu. „Chcę mieć go w sobie!”

Byłam głodna. Potrzebowałam, żeby Pan nakarmił mnie kutasami. Żeby wbijały się kolejno między moje uda aż mi cipa spuchnie od tarcia. Ponieważ seks uprawiałam właściwie tylko wtedy, gdy wzywał mnie spotkanie. To Pan dysponował moim ciałem i to on decydował, nie ja. Spojrzałam na niego pytająco.

– Suka ci obciągnie – potwierdził Pan, zwracając się bezpośrednio do mężczyzny. – Możesz się na nią spuścić, na twarz, na ciało, byle nie do pyska – wydawał mu instrukcje beznamiętnym tonem.

Zawsze oczy rozszerzały mi się z niedowierzania, gdy doktor Jekyll głosem pana Hyde’a nagle mówił do kogoś o mnie jak o niewolnicy seksualnej, która znajdowała się w jego posiadaniu.

Mężczyzna usiadł na skraju jacuzzi, a Pan okręcił wokół dłoni moje włosy i szarpiąc za nie z całej siły, nakierował moją twarz na wycelowanego we mnie, już sterczącego kutasa tamtego. A potem mnie za nie przytrzymał.

Zaskomliłam żałośnie. Łzy napłynęły mi do oczu, a skóra głowy paliła, więc próbowałam się uwolnić. Nieznośny ból szarpanych włosów paraliżował mi ruchy. A gdy w końcu z bezsilności zawarczałam na Pana jak zwierzę, psia suka, z całej siły uderzył mnie w twarz. Przemawiał do mnie w moim własnym języku. Języku, o który w mailach błagałam go, żeby używał gdy mu służę – języku wulgarnych, poniżających słów i brutalnych, jednoznacznych gestów. Ale na odległość to nie bolało fizycznie i psychicznie, tak, jak gdy działo się naprawdę. Wtedy nie czułam się źle traktowana. Na bezpieczną odległość za każdym razem wkładałam rękę do majtek na myśl o takich scenach lub ich wspomnienie, i wyciekała ze mnie rzeka. Jednak w tej konfrontacji rzeczywistość tylko pozornie przegrywała z fantazjami. Po powrocie i tak błagałam go znowu o to samo. Ponieważ im bardziej bezwzględnie mnie traktował, tym głębiej wprowadzał w uległość wobec siebie.

Zerknęłam na Pana. Masturbował się ze wzrokiem skierowanym w miejsce, gdzie na jego rozkaz pracowicie poruszała się moja głowa. Odsunęłam jego dłoń i robiłam mu to swoją.

Z kutasa mężczyzny, jak i wszystkich mężczyzn po nim i przed nim, sperma, preejakulat, wyciekała mi do gardła niemal od samego początku, gdy zaczęłam mu ssać. I mimo tych niezliczonych, zdroworozsądkowych dyskusji z Panem o bezpieczeństwie, w amoku posłuszeństwa natychmiast ofiarnie obciągałam bez zająknięcia się o gumie. Moje usta zostały do tego przeznaczone i pozbawione prawa do odmowy. I pewnie, gdyby w kulminacyjnym momencie, przytrzymując mnie za kark, kazał mi połykać, gdy przyspieszając na finiszu, ruchaliby mnie w nie natarczywie, żeby zaraz zlać się do gardła, zrobiłabym to, bez względu na obawy i obrzydzenie.

„Broń mnie Panie przed samą sobą, gdy jestem na haju uległości.”

– Cieknie mu z fiuta – zameldowałam ściszonym głosem w przypływie trzeźwości. – Czuję jego spermę na języku.

Wtedy Pan sam wsadził mi do ust, bo jego własny penis robił się twardy od tych uprzedmiotawiających mnie poleceń, od oddawania mnie i zarazem mojego własnego oddania.

– Zapnij ją od tyłu! – wydał mężczyźnie polecenie, jakby to było oczywiste, że po to tu jestem, żeby każdy, komu stoi, mógł sobie wsadzić we mnie kutasa. – Masz gumę?

Tamten pokręcił głową.

– To idź i przynieś.

Mężczyzna długo nie wracał, co wywołało moje rozczarowanie. Rozkręciłam się i tym bardziej pragnęłam, żeby wreszcie wszedł we mnie tą swoją wielką, grubą pałą.

Wrócił, gdy już zwątpiłam, że jeszcze w ogóle przyjdzie. Co ciekawe, nadal mu stał. Wszedł z powrotem do jacuzzi.

– To tak się da w wodzie? – zdziwiłam się.

Potwierdził skinieniem głowy i uśmiechnął się w reakcji na moje naiwne pytanie.

Właściwie nie wiem, dlaczego się zdziwiłam. Z moim Panem dało się zawsze. Bardziej obawiałam się, że wypłukana wodą pochwa straci wrażliwość i poślizg.

Nie straciła. Darłam się jak opętana prawie od samego początku, kiedy dobijał biodrami do moich pośladków. To był wprawny jebaka i chciałam więcej i dłużej. Seks na stojąco z rękami opartymi o krawędź jacuzzi wydał mi się mało wygodny, więc wdrapałam się na brzeg, uklękłam na deskach i wypięłam tyłek w jego stronę. Rządy przejęła moja własna cipa. Teraz i jej byłam uległa.

Nasz seks przyciągnął uwagę pary, która jako pierwsza zaczęła kopulację w jacuzzi. Nie zauważyłam kiedy skończyli. Przysiedli obok, na brzegu, żeby obserwować nas z bliska. Kobieta po prostu patrzyła, trzymając dystans, natomiast jej partner z uśmiechem dotykał moich piersi. Następnie poprowadził moją rękę na swojego penisa.

Orgazmy przychodziły falami. Siła podniecenia dochodziła do szczytu, potem słabła. W jednym z takich momentów odzyskałam przytomność i odwróciłam się ku Panu. Jego własny kutas znowu sztywniał od mojego wykrzykiwania jak mi dobrze. Pochyliłam się i wzięłam go do ust. Potrzebowałam czuć także fizyczną więź. Chciałam, żeby Pan wiedział, że to, co się dzieje, wciąż odbywa się przede wszystkim między nami, a tamci ludzie są tylko żywym dodatkiem w naszym własnym akcie miłosnym.

Krawędź jacuzzi była zbyt wąska, żeby długo wytrzymać w pozycji na czworakach bez rozjeżdżających się nóg. Przerwałam i roześmiałam się zakłopotana.

– Albo ktoś będzie musiał podtrzymywać mnie za kolano w trakcie, albo zaraz zjadę do wody. Trzeba zmienić miejsce. Tu jest za wąsko!

Mężczyzna wycofał się ze mnie. Przeczołgałam się kawałek do nieco szerszego fragmentu i wtedy wszedł we mnie mój Pan. Chwycił mnie gwałtownie za biodra i trzymając tak, młócił z całej siły, sprawiając, że podniecenie powróciło. Wymierzał mi przy tym mocne klapsy podkreślając prawo własności. Kto wie, może jednocześnie dawał też lanie za to, że pieprzyłam się z innym facetem, za głośno demonstrując przyjemność. Na mokrej skórze uderzenia zawsze bolały bardziej. Pokrzykiwałam z bólu, po czym na koniec wybuchłam śmiechem.

– Seks bez klapsów jest dla mnie niedoskonały! – stwierdziłam.

Kiedy skończył, na powrót upomniał się o mnie tamten mężczyzna.

– Usiądź na mnie – poprosił i zsunął się z powrotem do jacuzzi, siadając na dnie.

Spojrzałam na Pana w oczekiwaniu na potwierdzenie. Skinął tylko znacząco głową.

Zrobiłam to bez przekonania. Podczas samej kopulacji byłam leniwa jak przysłowiowy facet. Wolałam, żeby ktoś pracował we mnie. Tyle, że w pozycji na czworaka nie dało się ostentacyjnie założyć rąk za głowę. Westchnęłam niezadowolona, przytrzymałam się krawędzi basenu i zaczęłam go ujeżdżać.

Wtedy niespodziewanie ugryzł mnie w sutek. Zabolało. Krzyknęłam i z oburzenia wymierzyłam mu siarczysty policzek. Niezupełnie zareagowałam odruchowo. Po prostu wykorzystałam okazję do swoich własnych gierek. „Nie mogłaś sobie odmówić tej przyjemności.”, nie omieszkał się zauważyć potem mój Pan.

– Nie gryź mnie! Nie wolno!

Wcale go to nie zraziło.

– A polizać mogę? – zapytał.

– Polizać możesz – zgodziłam się.

Najwyraźniej trafiłam na długodystansowca, ponieważ nic nie wskazywało, że niedługo wytryśnie. Na nieszczęście jak i na szczęście. Moja pochwa, mocno ukrwiona od długotrwałego pocierania, była w szczytowej kondycji. Znowu głośno przeżywałam uniesienie. I ku własnemu zdziwieniu, nie czułam zmęczenia. Woda odciążała, oszczędzając wysiłku. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się intensywnym masażem. W końcu miałam już dość pracy nad nim, jakkolwiek jej rezultaty były bardzo przyjemne. Przestałam się na nim poruszać. Wtedy on sam wprawił biodra w ruch, rytmicznie podrzucając mnie nimi do góry. Dzióbał mnie kutasem jak ptaszek, szybko i płytko, ale wciąż skutecznie.

Kiedy odpłynęła kolejna fala orgazmu, otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą twarz uśmiechniętego mężczyzny naszej dwuosobowej widowni, który przyglądał mi się z tak bliska, jakby badał moją mimikę pod mikroskopem, a wynik tego badania dostarczał mu wiele satysfakcji. Ja również mu się przyjrzałam. Był mocno umięśniony, a nawet opalony. Chciałam być miła i odwzajemnić uznanie w jego spojrzeniu. Ze szczerym podziwem dotknęłam jego muskułów.

– Zazdroszczę ci. Też chciałabym takie mieć. Naprawdę.

Bo kobiety w klubach zwykle były po prostu szczupłe, albo mniej lub bardziej tłuściutkie, z przewagą bardziej. Sama stanowiłam potwierdzenie własnych obserwacji. I podobnie jak na plażach nudystów, to głównie mężczyźni wkładali w swoje ciała mnóstwo pracy, żeby móc się zaprezentować. Oczywiście nie wszyscy. Ale tym pierwszym zazdrościłam zapału i dyscypliny.

– Właśnie odkryłam zalety aerobiku wodnego – zażartowałam drogą skojarzeń, zwracając się do Pana. Potrzebowałam jakoś rozładować napięcie, gdyż zawsze czułam się niezręcznie, wijąc się przy nim i wrzeszcząc w ekstazie pod obcymi facetami. – Przy mojej słabej kondycji, poza wodą nie byłabym go w stanie tak długo ujeżdżać – przyznałam się.

Kiedy opuściliśmy pomieszczenie z jacuzzi, po drodze przejrzałam się w lustrze. Tusz do rzęs rozmazał mi się po policzkach. Odruchowo pośliniłam palce i starłam nadmiar. „Najważniejsze to myć ręce i nie dotykać twarzy.” – Brzmiało pierwsze przykazanie z instrukcji w necie, jak unikać zarażenia koronawirusem. „Wirus przenosi się także drogą oralną.” – Przemykały mi przez głowę niepokojące cytaty. Zaraz jednak uleciały z pamięci, gdy na mojej własnej twarzy, dotykanej wcześniej fiutami wkładanymi do ust, zobaczyłam odbity w lustrze, charakterystyczny, błogi uśmiech porządnie zerżniętej kobiety.

 

P.S. Niecały tydzień później, ze względu na stan zagrożenia epidemicznego w Polsce, klub swingerski o nazwie CLUB LIBERTIN w Bielsku-Białej, został zamknięty do odwołania.

 

Kropka 🙂

23 myśli na temat “MIŁOŚĆ W CZASACH KORONAWIRUSA”

  1. 😀 jesteś niesamowita 😀

    „Broń mnie Panie przed samą sobą, gdy jestem na haju uległości” kilka zdań, a wyrażają wszystko 🙂

    1. Dzień dobry Ano:)Jak mi miło, że mnie odwiedziłaś tutaj, wreszcie mam kogo poczęstować wirtualną herbatką:)* (Gdzie u licha są te emotikony?!) To jest ciekawe, że i Ty, i osoby w komentarzach w prywatnej korespondencji, reagują właśnie na przemyślenia, jakie nasuwają mi się podczas akcji. To znaczy, że warto się nimi dzielić. Dobrego dnia!

  2. Czytając ten opis hmmm, aż samej się chce to widzieć a jeszcze bardziej przeżyć. Lekki strach mi nie pozwala.
    Opis bezbłędny, podoba mi się.

    1. Witaj Ewo! Dziękuje za komplement:) Oprócz niewidzialnego wroga w obecnych czasach, nie ma się czego bać. Zawsze, gdy się zastanawiam, co dla człowieka jest w życiu najważniejsze, dochodzę do tego samego wniosku – poczucie przyjemności;))

  3. witam Panią Kropko, po tak długim czasie nie pisania, a szkoda nie raz wyobraźnia działała, i działa czasem lubię wrócić do lektury postów, a zarazem się przenieść gdzieś w inny nasz świat stać obok i czuć zmysłami co się nie raz dzieje, tak samo jak moja Pani uczestniczy w tych zabawach, Dziękuję też za reklamę mojego bloga. i wpisy na nim, żeby nie Pani pewnie bym pisał tylko dla mojej Pani, a tak ludzie są zaciekawieni co tam on nabazgrał. Pozdr. mort.

    1. Widzę mort, ze wybrałeś się z rewizytą. Bardzo mi miło:)* Z przyjemnością wspomniałam tutaj i na fb o twoim własnym blogu, bo i mnie samej daje to świeżość spojrzenia na nasze zabawy. Co przekłada się na ponowną chęc pisania;) Będę pamiętać, że miło ci się czyta opowieści o twojej Pani. Mnie zresztą też u Ciebie, bo dzięki temu poznaję moją koleżankę jeszcze lepiej, i muszę przyznać, że Bezlitosna, jak ją tu nazywam, ma nie lada wyobraźnię;)) Pozdrawiam cię również!:)

  4. Och Kropko, zawsze jak czytam Twoje opisy to zastanawiam się czys Ty prawdziwa I jak bardzo chciałabym Cię poznać osobiście p.s przy Twoim pierwszym głodu odkrywalam swoją własną uległość, pozdrawiam ciepło

    1. Jakie miłe słowa:) Jestem jak najbardziej prawdziwa, aż się tego czasem wstydzę… Bo z czasem daję się zaciągać dalej i dalej, i popęd tak ciągnie, i potrzeba nowych doznań, i przysłowiowe „złe towarzystwo”;)) I ja pamiętam taki nick! Czy to ta sama Sati, która odwiedzała mnie jeszcze, jak blog był na onecie, a potem blog.pl? Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Kto wie, jest coraz więcej imprez klimatycznych (przynajmniej mam nadzieję, że wrócą), więc może nasze drogi się kiedys skrzyżują;)

      1. Och tak tak, od dawien dawna czytam Twój blog hmm ,nie bywamy z Panem na takich imprezach tzn jeszczw nie bywalismy

  5. Och tak tak, od dawien dawna czytam Twój blog hmm ,nie bywamy z Panem na takich imprezach tzn jeszczw nie bywalismy

    1. Ja też nie biegam od imprezy do imprezy:) Takie mialam skojarzenie:) Sa różne, i takie, gdzie dzieje się konkretnie i jest interakcja. I takie wylacznie do popatrzenia na cudze występy.

      1. Och, z wielką przyjemnością pogadalabym z Tobą, muszę przyznać że jest w Tobie coś intrygującego

        1. Można napisać maila na link w zakładce „kontakt”. Tylko mam obawy, czy będzie to korespondencja satysfakcjonująca Cię, Sati, bo nawet po rzadkości wpisów na blogu widać, że mocno absorbują mnie sprawy bardziej przyziemne:(

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *