WSZYSCY JESTEŚMY VENUS

21 października 2019 o 00:37|16 komentarzy

Z wdzięcznością i spóźnionym podziękowaniem dla mojego Pana

 

O tym wydarzeniu słyszałam kilka razy. I rzeczywiście wydarzyło się tam dużo. Nawet ja sama się tam wydarzyłam.

Nigdy wcześniej nie będąc na targach erotycznych, zastanawiałam się dlaczego są aż tak ekscytujące? Co właściwie można pokazać w miejscu będącym z racji swojego charakteru mimo wszystko publicznym i neutralnym.

Do berlińskich Targów Erotycznych Venus przywiódł mnie w zeszłym roku cudzy zachwyt:

– … było super! Już dwa razy byliśmy z żoną. Czego tam nie było! Zrobiłem sobie nawet zdjęcie z aktorką porno! – pochwalił się kiedyś pewien człowiek poznany w klubie swingerskim. Reszty atrakcji, które wymienił, już nie pamiętam. Ale właściwie nie ma to znaczenia, ponieważ mam już stamtąd własne wrażenia.

 

SOBOTA, 13 PAŹDZIERNIKA, ROK TEMU

 

Zmęczeni upałem, mimo połowy października, i niemal poddając się zwątpieniu, że w końcu odnajdziemy wejście, obeszliśmy z Panem całą budowlę mieszczącą targi. Bo to był gmach olbrzymi w swoich rozmiarach, którego bryła kojarzyła się ze świetnością Trzeciej Rzeszy.

Kolumnada przy wejściu nie była jednak tłem dla równych szeregów żołnierzy demonstrujących siłę w złowieszczym marszu, odbijającym się echem stukotu podkutych butów. W ich miejsce, na placu przed budynkiem, w trzech niewiarygodnie długich kolejkach, znajdował się wolno sunący do przodu tłum, przygnany słabością do taniej podniety. Brzęczący ludzki rój, we wciąż letnich, kolorowych ubraniach. Czasem ktoś wychylał się z niego niecierpliwie, żeby sprawdzić jak daleko zostało jeszcze do upragnionego celu.

 

Wewnątrz hal wystawowych ścisk panował równie niewyobrażalny, chociaż był to już trzeci dzień targów, które w całości trwały od czwartku do niedzieli, od 11 do 14 października.

Pan wyprzedzał mnie z zaciętym wyrazem twarzy. Nie potrafiłam za nim nadążyć. Z bezsilności łzy cisnęły mi się do oczu. Niemal od samego wejścia rozdzieliła nas zwarta masa ciał, i bałam się, że w końcu zniknie mi z pola widzenia. W dodatku spływałam potem, ponieważ było gorąco nie do zniesienia. Brakowało klimatyzacji.

Gdy wreszcie przedarłam się przez tłum i zrównałam się z Panem, powstrzymałam się, żeby nie wybuchnąć. Zauważyłam jednak, że chociaż był to dopiero sam początek zwiedzania, on też miał już dosyć tych targów, na które oboje wybieraliśmy się przecież z ogromnym entuzjazmem.

– Trzymajmy się razem, bo się zgubimy – poprosiłam. – To dopiero pierwsza hala. Nawet zdzwonienie się nie zadziała w takim hałasie.

Kiwnął głową.

– Dobrze. Nie znoszę tłoku – westchnął.

Hałas był równie męczący. Gwar ożywionych rozmów mieszał się z ogłuszającą muzyką z głośników, która pewnie w założeniu miała tworzyć nastrój. Do tego przebijały się przez nią krzyki z mikrofonów na scenie, gdzie odbywał się pokaz dominacji.

Wspięłam się na palce, żeby między głowami ciekawskich obejrzeć, jak młodziutka, filigranowa Domina w dziewczęcym kompleciku z błyszczącego lateksu w cukierkowych kolorach, chłoszcze dwa razy większego od niej niewolnika z nagim torsem i w czarnej, skórzanej masce. Od tego spektaklu perwersyjnego połączenia sadyzmu w oprawie słodkiego różu z męską siłą ulegającą kobiecej delikatności, oderwał mnie znajomy widok nagusa, serwującego gościom poczęstunki na imprezie poprzedniej nocy, podczas której bawiliśmy się z Panem w największym berlińskim seks-klubie Insomnia. Teraz kręcił się pod sceną reklamując klub. Paradował tutaj, w miejscu bardziej publicznym i ogólnodostępnym, w pełnym świetle dnia, w samo południe, równie nagi jak w nocy, a teraz jedyny nagi wśród w pełni odzianego tłumu. Zadowolony uśmiech na jego twarzy i nieskrępowane, niemal taneczne ruchy ciała oplecionego w samą tylko czarną uprząż, świadczyły o ekshibicjonistycznej satysfakcji. Był piękny jak męska wersja Venus. Ze swoim złocistym kolorem skóry, wygoloną głową i hakiem analnym w odbycie, kojarzył się ze starożytnym niewolnikiem, spełnionym w swojej roli.

Podobne zainteresowanie co pokazy na żywo, budziły liczne stoiska z akcesoriami do zabaw sado-maso, gadżetami erotycznymi, płytami z filmami porno, biżuterią, nasutnikami, a przede wszystkim obuwiem i odzieżą dla fetyszystów. Moje zdumienie, a zarazem zachwyt, wzbudziły skórzane stroje w niebywałej rozpiętości rozmiarów, nieosiągalnych w przeciętnym sex-shopie. Cholewki niektórych skórzanych kozaków na wysokich obcasach niższym kobietom musiały sięgać do szyi.

– Zrób mi zdjęcie z butem dla Bezlitosnej. Ona uwielbia takie rzeczy!  – poprosiłam mojego Pana.

Niestety z powodu upału i ścisku sił starczyło mi tylko na tyle, żeby pozować, nie cokolwiek mierzyć.

W następnej sali tłum zdawał się nieznacznie przerzedzić. Tym razem na stołach leżały głównie młode kobiety, na których wykonywano tatuaże.

Pomiędzy nimi, dla urozmaicenia, stała gwiazda porno. Pozowała do zdjęć na tle plakatów filmowych z własną podobizną. Na plakatach nosiła różnokolorowe peruki. A także od stóp po głowę była zamknięta w szczelnym, nabłyszczonym lateksie, z dostępem powietrza przez maskę założoną na twarz.

Tutaj, na żywo przed nami, była ubrana cała w czarny, lateksowy mundur. Niezwykle szczupła talia kontrastowała z olbrzymimi piersiami, dosłownie kojarzącymi się z przysłowiowymi balonami. Pod żołnierską, lakierowaną czapką wielkie oczy i nadmuchane usta. Obowiązkowe wysokie obcasy.

I wtedy zrobiłam to, co najbardziej zainspirowało mnie do wizyty na tych targach. Poprosiłam Pana, żeby zrobił mi z nią zdjęcie, a ją uprzejmie poprosiłam o zgodę.

 

 

Na dziedzińcu pomiędzy budynkami z ulgą odetchnęliśmy świeżym powietrzem, żeby zaraz potem wejść do chyba największej ze wszystkich hal. Jeszcze bardziej zatłoczonej, dusznej i głośnej. Ludzkie głowy wydawały się z ciekawości kręcić dookoła, chłonąc wrażenia.

Znajdowała się tutaj o wiele większa liczba stoisk, scen, kącików degustacji alkoholi i plastikowych atrakcji – żywych oraz jak żywych. Sztuczne lalki do seksu naturalnych rozmiarów i o nienaturalnych wymiarach, w założeniu dopasowane do stereotypów – o bardzo wąskiej talii, bardzo szerokich biodrach i wydatnych wargach sromowych. Jednocześnie wyglądające na tyle realistycznie, a przy tym niewinnie i ponętnie, że nie zdziwiłabym się, gdyby w niedalekiej przyszłości miały wpływ na losy ludzkości. Kobiet i tak statystycznie jest mniej, niż mężczyzn, spory odsetek tych drugich to geje, a – być może wcale nie mniejszy – mężczyźni na tyle nieśmiali w zawieraniu kontaktów męsko-damskich, że lalki zdominują świat seksu. Chociaż, biorąc pod uwagę, że jest nas na planecie za dużo, będzie to być może nowa, nieoczekiwana forma drastycznego zmniejszenia populacji.

Na kolejnych, tłumnie obleganych scenach, przeważały pokazy o tematyce sado-maso. BDSM był zdecydowanie  na topie, przynajmniej w tym dniu targów. Nawet rury do tańca stanowiły głównie tło dla akcji z prowadzeniem na smyczy, chłostą, kobiecą prowokacją. Tworzeniem iluzji niedostępności pięknych kobiet dla mężczyzn, którzy dla nadziei spełnienia pożądania dawali się im publicznie wychłostać.

Na górze antresola, nieosiągalna dla nas z powodu niewyobrażalnych tłumów, prawdopodobnie z pokazami męskiego streap-teasu.

Następna była łysa Wenus, o podobnie wymodelowanym ciele, jak ta pierwsza. Miała w sobie jakiś niewytłumaczalny magnetyzm, aż poczułam potrzebę zagadania do niej i obdarzenia komplementem. Coś odpowiedziała, a może tylko podziękowała. Nie dosłyszałam w tym hałasie. Przypadkowo otarłam się o jej piersi. Miałam wrażenie, że dotykam piłki obciągniętej gumą, a nie ludzkiej skóry. Nienaturalnie wyolbrzymione atrybuty kobiecości wskazywały, że kobieta traci rozum, gdy w grę wchodzi przypodobanie się mężczyźnie.

Było zresztą mnóstwo tych Venus, również takich w eleganckich, mocno wyciętych sukienkach, rozdających autografy. Ale większość z nich, spotykana później na trasie zwiedzania, prezentowała jeden wzorzec – monstrualne usta i równie monstrualne piersi na zamówienie.

 

Wysoka temperatura wewnątrz hal nadal była nie do zniesienia.

– Najchętniej rozebrałabym się do naga, zanim uduszę się w ubraniu – westchnęłam ciężko.

– To się rozbieraj! – zarządził mój Pan.

Spodobała mi się ta myśl. Podniecał mnie ekshibicjonizm, potwierdzony rozkazem Pana, nawet jeśli wypływał z mojej własnej woli.

W pobliżu nie było żadnej szatni. Może nawet w ogóle ich tam nie było. Zdjęłam bluzkę i biustonosz, bo – ku mojemu rozczarowaniu – tylko tyle zmieściło mi się w torebce. Zostałam topless.

To i tak było wyzwanie. Poczułam natychmiastową ulgę, pot swobodnie parował i zrobiło mi się nieco chłodniej. Ale też poczułam wstyd. Paradowałam z obnażonymi piersiami, wśród tych wszystkich całkowicie ubranych zwiedzających.

Ludzie zwracali na mnie uwagę. Widziałam ich spojrzenia, poszturchiwania, gdy pokazywali mnie sobie nawzajem, ruch ust wymieniających komentarze. Ale nie miałam wrażenia, że było w tym coś prześmiewczego. Raczej wydawałam się być dla nich dla nich jeszcze jedną atrakcją targów.

Nie tylko ja. Niektórzy zwiedzający, korzystając z okazji, dawali upust swojej ekscentryczności. Krocząca dumnie poprzez tłum para w starszym wieku, w kapeluszach. Kobieta ubrana była w gorsecik kończący się pod biustem, z nasutnikami na nagich piersiach. Jej Master prowadził ją na smyczy. Ktoś inny, również ciągnął za sobą na smyczy uległą parę w ośmieszających, lateksowych maskach świń.

 

Wyszliśmy na patio pomiędzy kompleksem budynków. Z chaotycznego tłumu wyłoniła się nagle czarna Venus w skórzanej bieliźnie, wysokich kozakach i skórzanym kaszkiecie. Zdawała się prowokować odsłoniętymi, ciemnymi sutkami i wyniosłą miną Dominy.

Trasa prowadziła nas przez pomieszczenie obiecujące na jego końcu zimne piwo. Stoiska były dosłownie wszędzie, czy to na salach, czy w szerokich korytarzach. Dominował fetysz. Wyroby rzemieślników niecodziennych akcesoriów reklamowała między innymi naga Venus zakuta w pas cnoty i metalowe osłony na piersiach. Zniewolenie z rąk Właściciela, dające niewolnicy silniejszą podnietę, niż przyzwolenie.

Nieoczekiwanie minęła nas prowadzona przez swojego Pana na smyczy dziewczyna, której gorsecik również odsłaniał piersi. Jej wyraźnie zostały wcześniej wychłostane, co zdradzały siniaki, krwawe wybroczyny i zaczerwienienia po cięciu batem. Zauważyła, że się przyglądam. Rzuciłam jej uśmiech pełen uznania i zazdrości, który odwzajemniła porozumiewawczym spojrzeniem.

 

– Czego się napijesz? – zapytał mój Pan, gdy dotarliśmy do baru.

Z radością przyjęłam propozycję.

– Oczywiście zimnego piwa!

Na chwilę oddalił się, zostawiając mnie samą ze szklanką.

– Czekaj tu na mnie tak, jak stoisz. Niech wszyscy cię widzą! – nakazał.

Wraz z upływem czasu i bycia oglądaną przez przetaczające się tłumy, coraz bardziej narastała we mnie przyjemność płynąca z poczucia obnażenia, a jednocześnie silnego zawstydzenia.

Niektórzy mężczyźni przystawali, żeby z uprzejmym uśmiechem zapytać, czy mogą zrobić mi zdjęcie. Wyłowiłam wzrokiem powracającego Pana.

– Bitte fragen Sie meinen Meister. Proszę zapytać mojego Pana.

Pytali, a on udzielał im zgody. Poczułam się jak gwiazda, gdy pozowałam do zdjęć. Wstyd przeszedł w silne podniecenie. Pełne akceptacji, a nawet pewnej fascynacji błyski w ich oczach dawały mi poczucie, że jestem na swoim miejscu, półnaga wśród tych dziesiątek, a może nawet setek zwiedzających dookoła w kompletnej odzieży.

Żeby dotrzeć do wyjścia, trzeba było przejść przez salę, od której rozpoczęliśmy zwiedzanie. W międzyczasie przybyło tam parę innych atrakcji.

Najpierw była nią również czarnoskóra, przeurocza Venus, skromna skromnością uległej. Jakiś mężczyzna oplatał jej nagie ciało pomarańczowym sznurem, kontrastującym z ciemną skórą.

Potem groźna Venus. Młoda, wysoka, szczupła dziewczyna w długim, czarnym koku, ubrana w klasyczne elementy stroju Dominy – gorset i lakierowane kozaki na niebotycznie wysokich obcasach. Chłostała szpicrutą ochotników zgłaszających się do niej spośród zwiedzających. Panowie z zakłopotanym śmiechem przekładali się przez stół, a ona wymierzała im lanie przez spodnie, głośno komentując i zawstydzająco każąc im na głos liczyć razy. Publiczności nie brakowało.

Obok, w konstrukcji do zawieszania, ktoś oplótł liną i powiesił tam jak eksponat skrępowaną blondwłosą Venus.

Na naszej drodze nieoczekiwanie znalazł się wolny fotel. Pan opadł na niego, wyraźnie zmęczony. Ja wprawdzie nie mniej, jednak kusiły mnie stoiska z klimatycznymi strojami. Kobieta szmatom nie odpuści.

– Mogę iść pooglądać ubrania? – zapytałam.

Kiwnął głową na zgodę.

Czego tam nie było, po chyba wszystkie możliwe rozmiary, zwykle niemożliwe do znalezienia dla osób o pełnych kształtach. Królowały skóry, a właściwie wszystko, co tylko może się kojarzyć z fetyszowymi stylizacjami.

Moja własna półnagość wciąż mnie krępowała, kiedy byłam bez Pana obok. Na odmianę miałam wrażenie, że ludzie tutaj zerkają na mnie ze zdziwieniem.

Gdy już się napatrzyłam i chciałam wrócić do Pana, tłum wokół jeszcze bardziej się zagęścił. Z trudem przedzierałam się w kierunku, z którego przyszłam, dostrzegając w oddali fotel zajęty już przez kogoś innego. Wpadłam w panikę.

– Bist du eine Sklavin? – usłyszałam skierowane do mnie słowa jakiegoś mężczyzny w starszym wieku, najwyraźniej Niemca. Otaksował mnie zaciekawionym spojrzeniem.

Przez ten ułamek sekundy, między jego – zdawałoby się – oczywistym pytaniem, a moim oczywistym „Ja” – „Tak” w odpowiedzi, zrozumiałam, że mój wizerunek jest dla niego tylko pretekstem do sprawdzenia, czy obroża przekłada się na stan umysłu.

– Ich hatte vor zwei Jahren eine Sklavin. Miałem niewolnicę dwa lata temu. – powiedział i zawiesił głos.

Skinęłam głową na znak, że go słucham.

– Darf ich dich fragen…? Bist du… Czy mogę cię zapytać…? Czy ty…? – spojrzał na mnie z pełną skupienia powagą.

Odgadłam pytanie zanim je zadał.

– Bist du frei? Czy jesteś wolna? – zapytał z rozmysłem. – Hast du einen Meister? Masz Pana?

Poczułam się nagle bezbronna, stojąc przed nim sama. Jakbym musiała słowem odeprzeć bestię.

– Ja, ich habe. Tak, mam.

Spłoszona, obejrzałam się dookoła, na potwierdzenie szukając wzrokiem Pana, jednak bezskutecznie. Na wszelki wypadek wskazałam głową w kierunku, w którym mógł się wciąż znajdować.

Niemiec pokiwał głową, przyjmując odmowę na prośbę, której właściwie nie wypowiedział wprost. Nie odszedł od razu. Jeszcze chwilę mi się przyglądał.

Gdy wreszcie z trudem znalazłam Pana, poczułam się bezpiecznie. Dalej ślimaczo posuwaliśmy się razem ku wyjściu, ale już mnie to nie irytowało. Jako samozwańcza Venus byłam podniecona, wyluzowana, szczęśliwa i spełniona.

Kropka:)

16 myśli na temat “WSZYSCY JESTEŚMY VENUS”

  1. Cieszę się na nowy tekst:)
    Wyobrażam sobie jak niesamowite musiało być doświadczenie nagości w takim tłumie i ile emocji musiało wyzwolić:) Super zdjęcie;) – oczywiście wiadomo, które mam na myśli:)

    1. Dziekuję:) Bardzo się cieszę, że się cieszysz i że jesteś:) I że udało nam się porozmawiać* Na targach – to było silnie zawstydzające uczucie, które potem przeszło w podnietę. Naprawdę niesamowite. To moje nowe odkrycie – jaką siłę ma wstyd jako bodziec seksualny. Oczywiście, muszą zaistnieć do tego odpowiednie warunki. Najlepiej stworzone lub wykorzystane przez osobę dominującą. Buziaki serdeczne, Piękna Czarownico!*

  2. Podziwiam za odwagę. Czytam Twój blog od jakiegoś czasu, ale nie miałam odwagi napisać. Fascynujące historie i fantazje. Ja od niedawna wchodzę w świat dominacji i uległości. Moim Panem (chociaż go tak nie nazywam) jest od jakiegoś czasu mój mąż. Dziwne rzczey robimy, cieszę się, że nie jestem sama z takimi skłonnościami 🙂

    1. Witaj! Bardzo mi miło, że czytasz mój blog:)* Wiesz, czasem myślę, że to najlepsze rozwiązanie, żeby wprowadzić taki układ w malżeństwie, oczywiście pod warunkiem, że obie strony czują się na miejscu w swoich rolach. Moja wydajność tutaj byłaby zdecydowanie większa, gdyby mąż zechciał używać pasa:) Absolutnie nie jesteś sama, takich ludzi jest naprawdę mnóstwo. Życzę Wam obojgu powodzenia i wielu uniesień!

  3. Dziękuję za odpowiedź :). Oh, czujemy się teraz bardziej na miejscu niż wcześniej. Związek wręcz rozkwita na nowo. Żałuję, że tak długo ukrywaliśmy swoje skłonności. Powodzenia z pisaniem, będę zaglądać! 🙂

    1. To cudownie! Aż mnie zaciekawiłaś w jaki sposób ujawniliście je przed sobą:) Zapraszam, zamierzam na powrót pisać zdecydowanie częściej niż raz do roku;))

        1. Dziękuję:)* Od razu pomyślałam, że oczekuję odpowiedzi nie na komentarz:) Zgadam się, że warto próbować, bo można trafić w wiele fetyszy, co nadaje związkowi nowej jakości;) Ja również życzę Wam powodzenia!

  4. Tak sobie kliknąłem, bez większej nadziei, no bo przecież Kropka zarzuciła już pisanie na rzecz… jakąkolwiek inną rzecz. A tu – NIESPODZIANKA ! Dziękuję!

    Przeczytałem Twoją relację z ogromnym zainteresowaniem i po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że świat BDSM, mimo iż nie dotyczy mnie bezpośrednio, jest egzotyczny i zarazem FASCYNUJĄCY. Do tego, za każdym niemal razem, kiedy Cię czytam, dowiaduję się na ten temat czegoś nowego. Dzisiaj było to słowo „nasutnik”. Rany, jakie to świetne słowo! Krótkie, dosadne, gładkie w wymowie, z niemal staropolskim brzmieniem (namiestnik, komornik, podczaszy – te klimaty). I jeszcze do tego zdjęcia, a co jedno to bardziej interesujące.

    Czekoladowa Venus po chemioterapii zapakowana w sznureczki jak świąteczna szyneczka – przepyszna, nawet dla takiego seksualnego mugola jak ja. Chciałbym zobaczyć to zdjęcie na Twitterze i obserwować, jak polityczni obłąkańcy rozpętują burzę, bo to czarna kobieta w więzach, zniewolona i biały mężczyzna za nią wygląda jakby był poganiaczem niewolników. To dopiero byłaby wirtualna impreza, z taką ilością toczących pianę z ust dewiantów jakiej nie zobaczylibyśmy na żadnych klubowych pokazach zamkniętych dla publiczności. Bojownicy o sprawiedliwość społeczną prześcigaliby się z ekstremalnym feminizmem o to, kto poczuł się bardziej obrażony. Zawstydzony. Upokorzony. I kogo bardziej zabolało. Taki nieoczekiwany BDSM w innym wymiarze. 😀

    Z harcerskim pozdrowieniem

    1. Czuwaj! Nie trać wiary we mnie, druhu i zaglądaj. Bez Twoich komentarzy blog utraciłby koloryt, Shintaro-san!:) Ja też za każdym razem, za każdym spotkaniem z osobami z klimatów, jak to mawiają „nasi”, dowiaduję się czegoś nowego. Inna sprawa, że staram się celebrować nie tylko tę część cielesną, ale i konwersacyjną;))
      Twoje skojarzenia językowe są chyba bardzo trafne, ponieważ nasutniki bywają popularnym elementem stroju tańca brzucha, harem, sułtan, i te kierunki również. Tak przynajmniej mnie się z kolei kojarzy…
      Pozwolę sobie skomentować Twój komentarz od zupełnie innej strony, a bohaterka mojej anegdoty – mam nadzieję – mi wybaczy. Pojawiła się kiedyś na imprezie bdsm jedna ze stałych uczestniczek – właśnie dość świeżo po chemioterapii. Potrzebowała potwierdzenia, że nadal ma prawo czuć się atrakcyjną kobietą. Walcząca wówczas z chorobą, porzucona przez męża i Pana, była tam wtedy najbardziej adorowana przez mężczyzn, dając świadectwo, że uroda kobiety wypływa z jej siły, nie statusu.
      P.S. Nie porzuciłam pisania. Przerwa wynikła z zaciekłej walki toczonej z wlasnym leniem i słabą wolą. Dwoje na mnie jedną:( Ale powoli zmierzam ku zwycięstwu;)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

  5. Od lat z ciekawością i fascynacją zerkam za uchylaną tu zasłonę… Tym razem jednak nie mogę i zachować milczenia. 🙂
    Piękna pani, w samej obroży, czarnych spodniach, z nagimi piersiami i rozpuszczonymi włosami, wyglądasz tak zachwycająco, uroczo, naturalnie i… właściwie, że aż mi zaparło dech. Chyba odkryłam nowy fetysz 🙂

    1. Och, dziękuję Ci bardzo za wspaniały komplement!:) I za zerkanie:) Tak, to było niesamowite przeżycie. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam znowu!

      1. Z pewnością będę tu nadal powracać. 🙂
        Zazdroszczę przeżyć i widoków. Choć dzięki temu, że się nimi trochę podzieliłaś, i moja wyobraźnia się rozpędziła. Twoje zdjęcie sprawiło, że zaczęłam rozważać, czy nie powinien czasem zapanować taki powszechny trend w modzie, tak wspaniale wyglądasz. Przypomniały mi się kobiece figurki z Krety, które podobały mi się od dziecka (oto jak starożytna sztuka wypacza młode umysły :P). Z drugiej jednak strony, wtedy takie cudowne widoki by spowszedniały, a to byłaby wielka szkoda. Dylematy, dylematy…
        Zastanawiałam się też, czy uprząż i hak analny pana Venus, nie są swego typu ubiorem, ba, wręcz uniformem, bardziej kryjącym swoim odsłanianiem, niż lateksowy mundur damy w czerwonych pantofelkach i stylowej czapce.

        1. Witaj Szumyku:)* Miło, że masz chęć tutaj powracać:) Przewrotnie odpowiem – czy byłoby to praktyczne, gdyby każdy mógł zawsze i wszędzie uzewnętrznić, co w nim drzemie? Czy nie zatraciłaby się możliwość przeżycia czegoś wyjątkowego w wyjątkowych okolicznościach?:))) Temat na pewno do dyskusji. Natomiast połnagość, czy nawet nagość była powszechhna w krajach, jak sama wspominasz, o zdecydowanie cieplejszym klimacie, niż nasz. Chociaż bywa, że w seksualnym amoku nawet mróz nie jest w stanie powstrzymać przed obnażeniem się;) Może kiedyś wrzucę tu jeszcze pewne taki zimowe wspomnienie;)
          Pozdrawiam Cię!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *