CZERWONY KAPTUREK – druga część

30 sierpnia 2017 o 15:17|0 komentarzy

Szukanie pnia w lesie, ku któremu prowadził nas Fetyszysta, dłużyło się, i zaczynałam wietrzyć w tym podstęp. Przedzieraliśmy się ścieżką przez zarośla, jeden za drugim, i połamane gałęzie zostawiały draśnięcia na gołych łydkach. Do tego sandały ślizgały się w miejscami rozmiękłym podłożu. Ogarnęła mnie niecierpliwość.

– W dupę dostaniesz, jeśli ten pień zaraz się nie znajdzie! – krzyknęłam ku niemu.

Mężczyźni pruli do przodu, jakby atrakcja już tam na nich czekała. Pień w każdym razie czekał. Pień oraz połamane, zwalone, grube konary drzew krzyżujące się na skraju ścieżki. Obejrzałam, czy nadają się na zaimprowizowane miejsce akcji. Gdy się odwróciłam, uświadomiłam sobie, że otacza mnie grupa nagich samców, z których każdy trzymał w ręku członka w pełnej erekcji, pracując na nim ręką i kierując ku mnie wyczekujące spojrzenie. I właśnie wtedy pomyślałam, że to nierozsądne z mojej strony, że znajduję się tutaj nago w takich okolicznościach.

Podobno w pobliżu obcego psa nie należy okazywać strachu, wtedy jest szansa, że nie zaatakuje. Jednak instynktu zwierzęcia raczej nie da się nabrać na pozory odwagi. Na szczęście miałam do czynienia z ludźmi. Przyjęłam za dobrą monetę, że to oni czekają co my zrobimy.

Pan wydał mi polecenie:

– Ty mu obciągniesz!

– Może być ostro. Lubię ból – powiedział Fetyszysta.

– To skręć mu wora!

Chwyciłam go za mosznę, ścisnęłam i spróbowałam ją wykręcić, ale nie poddawała się łatwo. Gruba, twarda skóra stawiała opór palcom. Wkurzyłam się i plasnęłam go otwartą dłonią po jajach. Potem znowu próbowałam ją skręcić, ale wciąż bez skutku. Może była na to jakaś technika, którą najlepiej znali sami mężczyźni, mnie to jednak nie wychodziło.

Biłam go więc dalej po jajach, z całej siły, w zamachach pełnych złości na ten twardy wór. Fetyszysta wytrzymywał zadziwiająco bez najmniejszych oznak bólu. A nawet na powrót dostał erekcji.

– Ale ja tylko w prezerwatywie – zastrzegł się.

Rozsądny facet, pomyślałam.

– Dobrze – zgodził się mój Pan.

Fetyszysta rozdarł opakowanie, wyjął z niego czerwony kondom, i założył takiego czerwonego kapturka na swojego penisa. Dla wygody miałam ochotę zajmować się nim siedząc na pniu, ale rozminęliśmy się w poziomach. Ostatecznie przykucnęłam i otworzyłam usta szeroko, żeby zmieścić w nich członka. Prezerwatywa ładnie pachniała i smakowała truskawkami.

– Mmmm! – zachwyciłam się. – Jaki przyjemny smak!

Trudno było go ssać. Można było go lizać i masować wargami, ale nie ssać, ponieważ nie wystarczało przestrzeni w ustach, żeby wciągać policzki. Rozpaczliwe jęknęłam w duchu, że nigdy nie skończę zadania, bo to niemożliwe!

Zajęta penisem Fetyszysty, poczułam, jak inni zaczęli dotykać mnie i ściskać moje piersi. Byłam wprawdzie przyzwyczajona do męskich rąk szukających kontaktu z moim ciałem zawsze, gdy byłam nago, jednak rozpraszało mnie to. Mięsisty penis jeszcze bardziej urósł w moich ustach, rozpychając szczękę. Oderwałam się, żeby na chwilę odpocząć.

– Czy ja też mogę mu obciągnąć? – zapytał mnie jeden z przyglądających się z bliska mężczyzn. Tak zwyczajnie, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, że jedno po drugim będziemy obciągać przypadkowemu facetowi. Był to łysawy okularnik w dojrzałym wieku. Zresztą właściwie wszyscy, którzy podeszli blisko, byli w większości w średnim wieku, niektórzy nawet w starszym.

– Jasne! – zgodziłam się.

Wstałam i ustąpiłam mu miejsca. Przykucnął i bez najmniejszego skrępowania wziął do ust członek Fetyszysty. Teraz wszyscy przyglądali się w skupieniu, jak okularnik liże i ciągnie kutasa, a czerwona prezerwatywa znika i wysuwa się z jego ust. Z wyjątkiem Franka.

Ten dobrał się do moich piersi, miętosił je i badał ich pulchność. A potem nachylił się i zaczął lizać mi sutki. Znowu poczułam się jak obiekt seksualny, jak ciało wystawione tu przez Pana dla przyjemności mężczyzn, do brania i używania.

Nagle poczułam, że je gryzie. Nie znosiłam, jak gryźli mnie obcy. Zawsze bałam się, że przegryzą mi skórę i moja krew zmiesza się ze śliną tych wszystkich obcych, zepsutych facetów, którzy wylizali niezliczoną liczbę cip i kutasów.

– Ale nie gryź mnie! – warknęłam gniewnie.

– Dobrze, dobrze. – Próbował udobruchać mnie uśmiechem. Na powrót natrętnie się do nich przyssał i znowu odniosłam wrażenie, że zaczyna je przygryzać. Dostał ode mnie w twarz.

– Aż tak?! – Chwycił się za policzek i uśmiechnął zakłopotany. – Nie trzeba się bać. To je gibis*, panienko – dodał i demonstracyjnie wyszczerzył ku mnie swoje zębiska.

– Może raczej fiuta mu possiesz? – zapytałam zaczepnie.

Pokręcił głową.

– Jo je hetero, panienko.

– Jo tysz bym se possoł – włączył się inny z przyglądających się mężczyzn i ruchem brody wymownie wskazał na moje piersi. Zmierzyłam go wzrokiem. Taki ślonski starzik w czapce z daszkiem i zniekształconą twarzą, być może po wypadku. Ledwo go zrozumiałam, bo gdy mówił, z trudem otwierał usta.

– I jo tysz – dobiegł mnie głos jeszcze innego z grupy.

Odmówiłam. Zachowywali się, jakby rozdawano tutaj cukierki. Jakbym była matką, która zaraz ich wszystkich wykarmi. Nieoczekiwanym darem natury. I chociaż wcześniej miewałam podobne fantazje, w konfrontacji z rzeczywistością nie ufałam im, ich zębom i ich bolesnej zachłanności.

Po krótkiej chwili, okularnik odsunął się od Fetyszysty.

– W gumie to jednak nie jest to! – z grymasem nieusatysfakcjonowania na twarzy oznajmił pozostałym. Na potwierdzenie usłyszał ich zgodny pomruk.

– Najwyższy czas, żebyś zabrał się za obciąganie mojemu Panu! – wydałam polecenie Fetyszyście, ostrym, rozkazującym tonem. – No już, do roboty!

Fetyszysta wręczył Panu kolejnego czerwonego kapturka, przykucnął i zaczął mu obciągać, podczas gdy reszta przyglądała się temu ciekawie.

To nigdy nie działało. Znałam to z naszych imprez, gdzie czasami aranżowało się sceny dla przyjemności patrzących. Wzrok kilku osób wlepionych z bliska w czyjegoś fiuta, w natarczywym oczekiwaniu na finisz, zwykle działał kastrująco. I rzeczywiście, wkrótce potem Pan pokręcił głową, wyraźnie zawiedziony.

– To tak nie działa – stwierdził z rezygnacją w głosie, potwierdzając moje przeczucia.

– Coś słabo się starasz! – zwróciłam uwagę Fetyszyście tonem niezadowolonej Dominy.

Wtedy zaczął ssać fiuta jeszcze bardziej gorliwie. Spojrzeliśmy na siebie znacząco z Panem. Fetyszysta chętnie poddawał się poleceniom, okazując pewną kontrolowaną bezwolność w działaniu. Już zresztą wcześniej wyczuliśmy w nim uległego, co potwierdził dalszy rozwój wypadków.

Ostatecznie Pan też się wycofał i na jego polecenie zmieniliśmy konfigurację na pierwotną. Znowu kucnęłam przed Fetyszystą. Westchnęłam ciężko, widząc, że ciągłe zmiany akcji nie sprzyjają permanentnej erekcji. Nasunęłam usta głęboko i zassałam go z całej siły. Kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch na wysokości mojej twarzy. Podążyłam za nim wzrokiem i wtedy usłyszałam również mechaniczny dźwięk cykania dochodzący z komórki w rękach Pana. Nachylony, robił mi zdjęcia, wyraźnie koncentrując się na tym, żeby ująć w kadr widok jak kucam naga w lesie i trzymam w ustach kutasa obcego mężczyzny.

Zesztywniałam, wystraszona. Robiłam dalej, co mi kazał, a jednocześnie przez głowę przebiegały mi gwałtowne myśli, czy na zdjęciach będzie widać moją twarz, i że to chyba nieuniknione, gdy wszystko dzieje się tak żywiołowo. Nie robił niczego, czego nie pragnęłabym w fantazjach, a jednak czułam się teraz, jakby moje rozpasanie było właśnie nieodwracalnie demaskowane.

– Ugryź go. Gryź go mocno – poprosił nieoczekiwanie Fetyszysta.

Zdarzało mi się gryźć, żeby podokuczać jakiemuś psu i trochę go nastraszyć, ale zwykle robiłam to ostrożnie, nie mając pojęcia jak mocno można ugryźć męskiego penisa, żeby go trwale nie uszkodzić. Poza tym nie byłam sadystką, co oznaczało, że dbałam o komfort swojej ofiary. Dlatego jego prośba kusiła, żeby wreszcie to sprawdzić.

Zacisnęłam zęby na jego członku i wtedy znowu usłyszałam cyknięcie aparatu. Amok, w jaki weszłam, wykonując jego niezwykłą prośbę, przełamał mój wstyd przed byciem fotografowaną w takiej sytuacji. Fetysz ekshibicjonizmu zadziałał stymulująco. Z uśmiechem na ustach wbiłam zęby wzdłuż całej długości i zapozowałam Panu.

Gryzłam go coraz odważniej, z całej siły, lecz on zdawał się nie czuć najmniejszego bólu.

Bawiłam się nim w ustach, żułam jego fiuta jak kawał twardego mięsiwa, z niedowierzaniem, że Fetyszysta nie wydał nawet jęku. Dopiero później, na zdjęciach, zobaczyłam, że wszyscy dookoła trzepali się do tego widoku. Ja sama powoli zaczynałam mieć dosyć tego gryzienia. Nawet, gdybym w przypływie szaleństwa próbowała go przegryźć, byłoby to chyba niemożliwe przy jego gabarycie.

Z trudem wytrzymywałam również długotrwałe kucanie. Co rusz prostowałam nogi w kolanach i cicho przeklinałam pod nosem. W końcu wstałam i warknęłam do niego, poirytowana:

– Wytrzep się sam, do spustu!

Wszyscy wbiliśmy teraz wzrok w jego rękę pracującą na fiucie. Znajdującemu się w stanie uniesienia Fetyszyście zdawało się to jednak nie przeszkadzać. Chyba nawet masochistycznie odbierał mój przymus wykonania tak skrajnie intymnej czynności na oczach wielu osób jako podniecające upokorzenie. Stał, onanizował się wytrwale i dyszał z wysiłku przez zaciśnięte zęby.

– Pospiesz się, szmato! Ile mamy tu czekać, aż się spuścisz, co?! – wysyczałam zniecierpliwiona i uszczypnęłam go w suty.

Fetyszysta przyspieszył ruchy. Ponaglałam go, uderzając po fiucie i na zmianę ściskając mocno za jaja. Za sobą słyszałam pomruk aplauzu. W głosach naszych obserwatorów brzmiało niedowierzanie, że pozwalam sobie na takie traktowanie. To nakręcało mnie jeszcze bardziej. Kopnęłam go butem w krocze. Wtedy wyjęczał nie ból, a prośbę.

– Mogę się spuścić na Pani bucika?

– Błagaj!

– Błagam… – wyskamlał na progu szczytowania.

– Możesz się spuścić, ale potem wyliżesz swoją spermę z mojego buta! – postawiłam warunek.

– Dobrze, Pani – już prawie szeptał na wstrzymanym oddechu.

Postawiłam stopę na pniu. Fetyszysta gwałtownie zdarł prezerwatywę z fiuta i zlał się prosto na moje palce. Sperma popłynęła po stopie, brudząc również buty. Nachylił się i zlizywał ją bez cienia wahania czy wstrętu. Nie rozglądałam się, lecz niemal czułam jak wszyscy dookoła z fascynacją śledzili każdy jego ruch.

– Wyliż mi buty dokładnie, szmato!

– Naszczaj na niego! – włączył się mój Pan.

– Kładź się! – rozkazałam Fetyszyście.

Jego znaczące spojrzenie na ziemię, która zdawała się wilgotna od spermy wszystkich tych ludzi, którzy porzucili tutaj walające się wszędzie zużyte prezerwatywy, sprawiło, że zmieniłam decyzję.

– No dobrze, kucnij!

Posłusznie kucnął przede mną. Stanęłam przed nim w szerokim rozkroku, oparłam się o jego ramiona i wypuściłam z siebie strumień prosto na jego fiuta. Mocz oblewał po drodze jego okrągłe, wypukłe brzuszysko i pryskał na jego uda.

W drodze powrotnej na parking wyraźnie wzbudzaliśmy z Panem ciekawość. Mężczyźni zerkali na nas dyskretnie, tu i ówdzie wychylając się z samochodów i zza drzew. Jednakże wbrew moim wcześniejszym obawom nikt nawet nie próbował mnie tknąć.

*gibis (po śląsku) – sztuczne zęby

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *