

Niespodziewanie poczułam, jak jakaś ręka boleśnie odciąga mnie od ust Poetki do góry za włosy. To Policjant, najwidoczniej podniecony widokiem, podniósł mnie z kolan, po czym okręcił je wokół własnej dłoni i sam wessał mi się namiętnie w usta, nie zważajac, że krzywię się z bólu. Jednocześnie włożył palce drugiej dłoni tam, gdzie i tak już wrzało od wrażeń seksualnych. Wyciągnął je mokre i zastąpił nimi własny język w moich ustach. Opuścił mnie z powrotem na kolana dopiero wtedy, kiedy dokładnie zlizałam z jego dłoni własne soki.
Znowu znalazłyśmy się z Poetką naprzeciwko siebie na czworakach, w napięciu czekając na ostateczny sygnał do walki. Prawdę mówiąc, nie miałam zupełnie pojęcia od czego zacząć.
"Nie jest dobrze... Jak jej się uda usiąść mi na twarzy, przegram od razu", zmartwiłam się. Poetka chwyciła mnie za nadgarstki, najwyraźniej zamierzając założyć mi ręce za głowę. Na szczęście udało mi się wykręcić nadgarstki z jej zacisku. Wtedy uniosła się na kolana, żeby złapać równowagę, co natychmiast wykorzystałam, a nasze naoliwione ciała pozwoliły mi bez większego trudu wyślizgnąć się dołem, pomiędzy jej nogami. Od razu rzuciłam się na nią i teraz ja przygniatałam ją swoim ciężarem do materaca. Nasze ciała ślizgały się po sobie w wątpliwie przyjaznych objęciach, aż wreszcie udało mi się przewrócić ją na plecy.
Publiczność miała podzielone zdanie której z nas kibicować, dopingując tę, która akurat znalazła się na górze.
Poetka nie dość, że wcale zamierzała dać mi się pozbawić majteczek, okazała się w dodatku mieć silne uda. Uniosła nogi i zakleszczyła mi biodra w boleśnie miażdżącym ucisku. Zawyłam, i żeby ją osłabić, nachyliłam się i wbiłam zęby w jej ramię. Teraz ona krzyknęła z bólu i próbowała mnie odciągnąć, chwytając za włosy. Uniosłam się, udając, że ustępuję, po czym natychmiast rzuciłam się na nią, z rozmysłem celując tym razem wyżej, i z impetem usiadłam jej na twarzy, podpierając się rękami o podłogę.
Zapragnęłam w jednej chwili z niej zeskoczyć, niestety Poetka zaciskała zęby na mojej wardze sromowej... Aż poleciały mi łzy. Musiała jednak uświadomić sobie, że przegra, jeśli przytrzyma mnie zębami do dziesiątki, ponieważ wciąż to ja przygniatałam ją sobą do podłogi. Puściła i dysząc z wysiłku, z pomocą nadmiaru oliwy na skórze, z powodzeniem zepchnęła mnie z siebie. Czułam, że opuszczają mnie siły, jednak nie opuściła mnie złość. Kiedy moja twarz znalazła się na wysokości jej wzgórka łonowego, teraz ja wbiłam zęby w jej majteczki, z mocą, która skutecznie sparaliżowała jej ruchy.
Niestety nie mogłam wykonać polecenia, ponieważ ona znowu miażdżyła mnie udami tak mocno, że gryzienie jej wydawało mi się jedyną możliwą obroną. Mimo coraz wścieklejszego zadawanego sobie nawzajem bólu, żadna z nas nie chciała poddać się pierwsza. Opamiętałyśmy się dopiero kiedy najpierw ja poczułam na twarzy ciepły strumień, wdzierający mi się do nosa, a zaraz potem usłyszałam okrzyk wstrętu Poetki. Policjant ugasił nasz pożar w sposób stuprocentowo naturalny, kierując następny strumień moczu z własnej "sikawki" na jej twarz. Plując z obrzydzenia, Poetka wreszcie wypuściła mnie z "objęć", a Długouchy chlusnął na nas litościwie wiadrem wody.